Zrozumieć słabość

Dzisiaj rozpocząłem głoszenie rekolekcji dla młodzieży. Wraz z kolegami z seminarium wyruszyliśmy do parafii, by dać świadectwo swego życia, by przez siebie pokazać Boga. Trudno jednak jest dawać takie świadectwo, gdy człowiek zaczyna być zmęczony życiem. A ostatnio natłok obowiązków sprawił, że gdzieś z moich oczu zniknął błysk aktywizmu i coraz częściej gości w nich mętność zniechęcenia.

W obliczu trudności człowiek zazwyczaj mobilizuje siły – próbuje walczyć lub decyduje się na ucieczkę. Nie można jednak walczyć w nieskończoność lub bez przerwy uciekać. W końcu przychodzi moment, kiedy trzeba się zatrzymać. To trudna decyzja i wbrew pozorom niewyrażająca tchórzostwa. Wprost przeciwnie – domaga się ona w jakiś sposób zaprzeczenia siebie, tego do czego się dążyło, czego się pragnęło. Stanowi ona uświadomienie swej słabości i absolutnej niewystarczalności. Jest dogonieniem własnego lęku i głęboko ukrytych obaw.

Są inni ludzie, często otwarci na pomoc, gotowi się poświęcić dla drugiego. Czy jednak ktoś zastąpi człowieka w decydowaniu o sobie samym? Są też przecież tacy, którzy drugiego próbują zagarnąć, zawłaszczyć jego czas i zdolności. Oni również nie mają jednak mocy decydować o drugim, choć bardzo by tego pragnęli.

Za dwa tygodnie mam przyjąć sutannę. Ale czy nie jest to bieg, na który nie wystarczy mi sił? Czy dotarłszy do celu nie przyjdzie zrezygnować? Gdzie szukać oparcia, gdy nie ma już nawet czasu na modlitwę? Inaczej – gdy się już za siebie modlić nie potrafię.

Dzięki Ci za każdą chwilę. Daj mi siłę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *