Zostań sam

Podczas ostatniego dnia skupienia, jednym z haseł jakie podał ojciec rekolekcjonista, jako wstęp do rozważań, były słowa „Zostań sam”. Ostatnio takie pozostanie samemu ze sobą w ciszy, bez roztargnień, bez tysięcy myśli i pomysłów było dla mnie bardzo trudne. Chyba zapomniałem co to jest cisza. Chodzi tu przecież nie tylko o zewnętrzne milczenie, a przede wszystkim o milczenie gdzieś w środku człowieka.
Gadające serce nie potrafi kochać. To taka refleksja z ostatnich siedmiu tygodni pobytu w seminarium w tym roku. Gdy przychodziłem na wieczorną adorację nie potrafiłem się skupić. Próbowałem ratować się różańcem, ale to to trudna modlitwa. Zbyt trudna jak dla kogoś zagubionego w wirze obowiązków mniej lub bardziej słusznych, w zaciskającej się na szyi pętli chęci wypadnięcia dobrze, sprostania wymaganiom i oczekiwaniom.

W takiej perspektywie, pozostanie samemu wydawało się co najmniej nie możliwe. W czasie dnia skupienia, spodziewałem się długich rozmów z kolegami, bo wreszcie będzie na to czas. Miałem nadzieję, że się wreszcie wyśpię, że odpocznę. Bałem się tego wszystkiego, ale z drugiej strony po cichu na to liczyłem. Aż nadszedł upragniony czas rozpoczęcia krótkich rekolekcji.

W kościele było zimno, mimo tego panowała ciepła atmosfera rozprężenia. Uśmiechy na twarzach kolegów, ostatnie szepty przed „silentium sacrum”, które wydawało się złudnym przepisem, nierealnym, a przynajmniej trudnym do zrealizowania. Hymn do Ducha Świętego, jak zawsze monumentalny, wywołujący dreszcz na plecach. I… lekko pochylony ksiądz z uśmiechniętą twarzą, który mówi do mnie, tak mówi konkretnie do mnie: „Mane solus”. Spojrzenie prosto w oczy i słowa wypowiedziane po łacinie „Zostań sam”. Odebrałem je jako słowa wypowiedziane właśnie do mnie i dla mnie. Może sobie z tego wtedy nie zdawałem sprawy, ale wydawało się, że w kościele jestem sam z tym księdzem, który wskazuje na mnie palcem i każe pozostać samemu.

Podjąłem decyzję i znowu poczułem tę potrzebę samotności, której tak często mówiłem „nie teraz”, „później”. Była wola. Teraz trzeba ją było „tylko zrealizować”. Oznaczało to kolejną walkę o siebie. Walkę o tyle trudną, że trochę przeciw sobie… A jednak coś chyba z tego wyszło…

Zostań sam
bo przyjdzie pora
i wyruszysz nie tak daleko
ktoś woła

Osamotniony
wśród nadziei bycia
krzykiem poruszony
dla ciszy ukrycia

Nie zmienisz
że choć mężczyzna
jak dziecko kwilisz
znów sam i cisza

Drżący pieszczotliwie
ofiarnik powołania
żołnierz czasu który nie minie
bo tajemnicę osłania

Wznieś w górę oczy-
– jeszcze przyjdzie Miłość
i znów zaskoczy…
zabierze wolność

i Ciszę…

Jedna odpowiedź do “Zostań sam”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *