Znowu

Wczoraj wróciłem do seminarium. Ktoś powiedziałby, że zmieniło się tu bardzo wiele rzeczy – od świeżo pomalowanych ścian po poprawki w „regule życia”. Na pewno budzi to jakieś zaciekawienie, jednych cieszy, innych smuci. Niewątpliwie jest tematem rozmów znacznie ciekawszym niż wspomnienia z wakacji czy zwykłe gadanie „o niczym”. Tymczasem we mnie coraz mocniej odzywa się pytanie stricte ego-istyczne. Co się w tym ego zmieniło?

W jaki sposób przygotowałem „ja” na spotkanie ze sobą? Życie to przecież nieustanny proces spotykania siebie w zgoła nieoczekiwanych sytuacjach. Proces, który uczy nas twarzy osoby niewątpliwie fizycznie najbliższej, ale jak bardzo odległej i tajemniczej na poziomie duchowym, metafizycznym. I choć poznanie własnej twarzy zapewne nigdy nie będzie w pełni możliwe, to przecież nie zwalnia to nas z obowiązku walki, z obowiązku otwarcia oczu.

Spotkanie „ja – ja” jest jednak utopią, ponieważ nie możemy go doświadczyć, wykracza to w jakiś sposób poza nasze możliwości poznawcze. W tym momencie potrzebna jest pomoc drugiego człowieka, który pełniłby funkcję arbitra, który rozstrzygałby między mną a mną w sporze, w którym „ja” zawsze chce zwyciężyć i robi wszystko, by łamanie przez nie przepisów gry nie zostało przez nikogo zauważone. Szczególnie przeze mnie…

W najbliższych dniach, w czasie rekolekcji będę miał okazję, by w milczeniu się do tego „ja” zwrócić. Ale to dopiero początek. Później konieczny będzie drugi, którego On postawi na mojej drodze. Wtedy otworzę oczy. Znowu.

Proszę o modlitwę.

Jedna odpowiedź do “Znowu”

  1. Życzę, aby próba spotkania i konfrontacji z własnym ego okazała się owocna. Jest to chyba jedna z najbardziej wymagających, jakie może podjąć człowiek – synteza antytez. Należy wykazać się odwagą i pokorą, by nie wystraszyć się i nie zniechęcić złem oraz faktem, że często większy wpływ ma na nas natura niż kultura, o czym przekonał się Pan Cogito w wierszu Herberta „Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz”. Dodatkową trudnością, jaka piętrzy się przed nami, kiedy podejmujemy żmudny wysiłek introspekcji jest to, że człowiek jest istotą dynamiczną, ciągle się staje, do czegoś dąży. Może jednak nadzieje Kierkegaarda, że dzięki związkowi z Bogiem człowiek może choć trochę siebie poznać i stać się osobowością nie zawsze można określić mianem płonnych? Pozdrawiam, będę pamiętać w modlitwie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *