Zdziwienie

Idąc na adorację, myślałem, że będzie to jedna z wielu godzin spędzonych w kościele na modlitwie, nie spodziewałem się niczego szczególnego – kolejna rutynowa czynność, kolejny element planu dnia w seminarium. Tymczasem wydarzyło się coś niezwykłego. Gdy ksiądz rozpoczynał rachunek sumienia, wydawało mi się, że ten Ktoś przemawia właśnie do mnie. To co mówił, odnosiło się do przeżyć tamtego dnia tak mocno, że obudziłem się z tego dziwnego marazmu, w który wprowadza człowieka powtarzalność i rutyna. Taki zimny prysznic.

Wiele rzeczy stało się wówczas prostych i jasnych, na tak wiele spraw, problemów spojrzałem z całkowicie innego punktu widzenia. Dotąd myślałem, że doskonałość, że świętość wymaga jakiegoś szczególnego nastawienia na rzeczy wielkie, na sacrum. Ale tak naprawdę, co mi z tego, gdy nie będzie to miało podstawy w codziennym szarym życiu? To jest właśnie maksymalizm, gdy człowiek myśli o tym co wzniosłe, a zapomina o tym co małe, co niepozorne. Gdy dąży do Prawdy, a zapomina o prawdzie, gdy szuka Miłości, a odrzuca miłość, gdy pragnie Wolności, a wolności nie rozumie. I chyba gdzieś się w tym maksymalizmie ostatnio zatraciłem. Szukałem ogólności oderwanej od szczegółu, a taka ogólność to pozór, taka ogólność to złudzenie. Patrzyłem na ludzi przez szkło powiększające, a nie potrafiłem spojrzeć tak po prostu, nie potrafiłem, czy może raczej nie chciałem, zobaczyć ich takimi jakimi są.

Tajemnica. To jest chyba najlepsze określenie człowieka. Ja tymczasem byłem przekonany, że tych z którymi żyję, znam na tyle dobrze, że niczym mnie już nie zadziwią. Człowiek szuka człowieka, a gdy już go znajdzie odwraca wzrok, boi się spojrzeć mu w twarz, bo tej twarzy z bliska nigdy nie widział. Chowa się za żartem, za pozbawionym treści słowem i oburza się, gdy ktoś zauważa jego tchórzostwo.

Uświadomiłem sobie, że najtrudniej jest zamknąć oczy i uwierzyć, zatkać uszy, by usłyszeć więcej. I wtedy przyszedłeś Ty i zamknąłeś mi oczy… Zobaczyć drugiego człowieka już nienaznaczonego jarzmem moich słabości, to przecież zobaczyć Ciebie.

Nieznany choć po ludzku pojęty, Święty Nienadęty,
Umarły w odkupionych za cenę słodkiej wolności.
Wyklęty, bo Niezapomniany. Wytarty, bo wciąż Obecny.
Wysłuchaj! Gdy ja już dawno słuchać nie chcę.

Jeśli naprawdę Jesteś w okruchach mej niewiary,
Jeśli kochasz obłędnie pośród pustyni mej oschłości,
Jeśli widzisz trud niemodnej nadziei w gęstwinie szarpanego lęku…
Wejdź, choć drzwi wciąż zamknięte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *