Zabłąkana owieczka

Zdaje się, że ostatni wysyp medialnych doniesień na temat Kościoła nieco osłabł. W najnowszym Newsweeku nie ma żadnego artykułu poświęconego pedofilii czy homoseksualizmowi duchownych. Czy na długo – okaże się wkrótce. Nie chodzi jednak o to, żeby wyciszać problemy, ukrywać przestępstwa czy eufemizować krew, którą mają na rękach ci, którzy sieją zgorszenie. Trzeba rozmawiać i dążyć do zmiany tego, co chore. W żadnym wypadku nie pomaga w tym jednak generalizacja trudności, a tej w ostatnich tygodniach było nad wyraz dużo.

Chciałbym chwilę zastanowić się nad obecną sytuacją nie tyle duchownych, o których (i od których…) nasłuchaliśmy się wystarczająco, ale wiernych świeckich. Jak znoszą i jak odnoszą się do krytyki medialnej kierowanej przeciw hierarchom ich Kościoła? Wydaje mi się to bardzo trudne. Kto chciałby żyć w kościele pedofilów i zboczeńców? Kto na dłuższą metę wytrzymałby z pasożytem i pasibrzuchem? Tymczasem nie ma nagłej fali odejść z Kościoła. Dlaczego?

Niestety w ostatnich tygodniach katolicy musieli nasłuchać się wiele na temat „instytucji”, w której Założyciela wierzą. Czy było im nieraz wstyd przyznać się do swojej wiary? Pewnie tak. Nie jest to nic zaskakującego. Kościół nie jest bowiem strukturą złożoną z dwóch niezależnych od siebie zbiorów – duchownych i świeckich. Jak pisze święty Paweł Apostoł, Kościół jest jednym ciałem, jest jedną budowlą. Każdy atak na księdza – zasłużony czy nie – jest wymierzony przeciw całej wspólnocie. Tragedia księdza, który popełnia przestępstwo jest tragedią całego Kościoła. Ten ból nie wynika jednak z tego, że ów czyn niczym nowozmutowany wirus rozprzestrzenia się po wszystkich członkach wspólnoty, ale dlatego, że gdy choruje nawet najmniejsza część ciała, cały organizm odczuwa to boleśnie.

Dziwię się patrząc na działania niektórych księży, którzy zamiast pomóc wiernym odnaleźć wiarę, której szukają w Kościele, wolą zajmować się medialnymi gierkami. Jedni bronią środowiska, inni z lubością je atakują. Liczą chyba na poklask ze strony dziennikarzy, którzy dzięki wewnętrznym sporom mają mniej pracy. Problem polega zaś na tym, że rolą duszpasterzy nie jest skupianie się w swej misji na kościelnej hierarchii, ale wychodzenie do ludzi, które często są jak owce bez pasterza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *