Wakacyjnie

Wczoraj wróciłem z kolejnego w ostatnich tygodniach obozu. I jeden i drugi były dla mnie bardzo niezwykłymi wydarzeniami. Dlaczego? Po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak bardzo ten Ktoś jest obecny w drugim człowieku, niezależnie od tego kim ów człowiek jest. W ostatnich tygodniach nierzadko bywało tak, że w ogóle nie czułem Jego obecności, wydawało się, że jest strasznie daleko, nieosiągalny. A człowiek zbliża.

Wejście w interakcję z drugim człowiekiem, choć niesie ze sobą wiele niewiadomych i wątpliwości, to w ostatecznym rozrachunku powoduje, że człowiek zaczyna w pełnym tego słowa znaczeniu „działać”. Musi podjąć aktywność, bo na drugim człowieku zawsze zależy. Można chcieć zdobyć jego uwagę, można próbować od niego uciec, można po prostu chcieć przy nim być. Gdy zaś ktoś drugiego unika, to chyba znak, że coś jest nie tak w tej relacji, ale że zarazem bardzo na niej zależy. Jest niezwykle bolesna, a co za tym idzie angażująca całego człowieka – jego fizyczność i sferę psychiczno-duchową. Myśli gubią się z łzami, których nie ma a śmiech jest wyrazem pogoni za szczęściem, którego w tym momencie nie widać.

Ale bycie z drugim to nie tylko udręka samotności. Prędzej czy później przychodzi moment, że uciekający powraca, a nie-goniący już więcej nie czeka. Następuje spotkanie, które wyraża coś co dla człowieka jest niezwykle ważne – zaufanie. I choć wiadomo, że zegar nie zatrzyma się na długo i w końcu ów niebezpieczny wyścig zwany życiem ruszy, to przecież zatrzymana chwila trwa w nieskończoność.

Za wspólnie spędzone chwile, za wszystkie rozmowy, dziękuję chłopakom z kursu lektorskiego i studentom Uniwersytetu Medycznego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *