W między czasie

Mój kolejny wpis miał być o zaletach współczesnego relatywizmu, ale tekst musi jeszcze dojrzeć, stąd tak w między czasie kilka słów, o tym co dzieje się wokół mnie teraz. Za oknem pada śnieg i zbliżają się święta… Ale nie o tym będzie. Nie będę też pisał o gorączce przedświątecznych zakupów ani o święceniach diakonatu i prezbiteratu, którymi żyje teraz seminarium. Nie będę pisał o kolejnych rozgrywkach wokół sejmowego krzyża ani o tym czy Chrystus powinien być królem Polski czy też nie. Przypuszczam, że o tym czytaliśmy i tak aż nadto… Dlatego napiszę trochę o sobie. A co tam – przynajmniej coś jeszcze nie przegadanego.

Zastanawiałem się ostatnio właśnie nad tym, dlaczego tak boimy się mówić o sobie. Wchodzę na Facebooka i w strumieniu, który ma podobno odzwierciedlać myśli piszących, widzę kolejne punkty zdobyte w jakiejś pseudopasjonującej grze czy kolejne obrazki z „demotów” i „kwejka”. Pokolenie anonimowych? Skąd! Nie mamy takich samych twarzy, tak się przecież nie da żyć – z tego już na szczęście zdaliśmy sobie sprawę już jakiś czas temu. Gorzej jest jednak z tą „swoją” twarzą. Do kogo ona tak naprawdę należy?

Twarz jest tą częścią naszego ciała, którą mogliśmy zobaczyć jedynie w lustrze. Czy dlatego żyjemy czasem pod dyktando tych, którzy tę twarz oglądają każdego dnia – naszych najbliższych, znajomych, kolegów? Sugerujemy się ich wyrokami na swój temat i próbujemy dorosnąć do ideału. Już nawet nie chodzi o freudowskie superego ale raczej o idealną wizję innych odnośnie siebie. To tak jakby do teorii wspomnianego psychoanalityka dodać jeszcze coś takiego jak super(alter)ego.

Oczywiście dokonuje tu pewnego uogólnienia, choć zapewne nie bardzo mijam się z tego powodu z prawdą. A czy jest recepta? Nie. Nie skończę tak tego wpisu, choć pewnie tak byłoby wygodniej. Ale miało jeszcze być o sobie… Walczę ostatnio ze sobą – o siebie. O wiarę. To coś bardzo ważnego w życiu każdego człowieka, nawet ateisty (sic!). Niech to wystarczy, wbrew pozorom to i tak bardzo dużo „o sobie”.

Jedna odpowiedź do “W między czasie”

  1. Mam swoj wlasny sposob na roztopienie maski z twarzy: W czasie godzinnej adoracji w milczeniu na nowo odzyskuje swoja twarz. To na razie jedyny sposob (oprocz dlugiego placzu), kiedy czuje, jak moja twarz znowu zaczyna oddychac, Swiatlo emanujace od Hostii rozswietla oblicze. Wtedy czuje sie piekna, bez udawania.Dlatego stale tesknie za cisza kaplic adoracji…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *