Ufać

Co sprawia, że ludzie się od siebie oddalają? Co sprawia, że nie potrafią się do siebie zbliżyć? Czemu kłamią, czemu walczą z innymi i ze sobą? Skąd w świecie tyle obłudy i hipokryzji, skąd tyle zazdrości i zawiści? Choć pytania te wydają się nie mieć jednej odpowiedzi, to chyba przyczyną, której szukają jest brak zaufania. Często zdarza się o nim mówić. Tylko co to za zaufanie, które nie stara się drugiego człowieka zrozumieć, tylko go wykorzystać? Które w drugim widzi człowieka, ale tylko człowieka – jednostkę myślącą, lecz nieodczuwającą. Takie zaufanie nie potrafi zaufać nawet sobie. Łatwo o nim mówić, bo nie zna pojęcia odpowiedzialności.

Tymczasem prawdziwe zaufanie domaga się wolnej decyzji o rezygnacji z siebie. Przecież człowiek, który ufa już się nie boi! Już niczego nie może stracić, już niczego nie można mu zabrać, już nie potrzebuje siebie. Wystarczy mu drugi, któremu zaufał… Jeżeli ktoś zaufać nie potrafi to znaczy, że ciągle jest w nim strach lub zranienie po tym, gdy ktoś go oszukał. Można bowiem czyjeś zaufanie wykorzystać, można czyjeś zaufanie zamienić w nieprzebrane źródło korzyści. Wówczas dla tego, który zaufał, życie traci sens, bo okazuje się, że nie może mieć pewności w zaufaniu. Taki już ufał nie będzie, może już tylko ryzykować. Tylko czy zaufanie, które szuka pewności to naprawdę zaufanie?!

Czy potrafię zaufać? Czy potrafię skoczyć, licząc, że jest ktoś, kto mnie złapie? Chyba ciągle ryzykuję licząc na łud szczęścia, chyba ciągle boję się zdjąć spadochron własnej dumy i egocentryzmu. A Ty powtarzasz, że nadzieja zawieść nie może. Jak mogę uwierzyć w Krzyż, jak mogę uwierzyć, że oddać życie to znaczy żyć? Przecież Ty wtedy nie ryzykowałeś. Nie wiedziałeś a zaufałeś. Zaufałeś człowiekowi, który Cię ciągle oszukuje… i nadal ufasz. Nic nie straciłeś, bo ufając nic stracić nie mogłeś. Zaufanie uwalnia – wyzwól mnie…

6 odpowiedzi do “Ufać”

  1. To są słowa, które równie dobrze ja też mógłbym napisać. Szczególnie zgadzam się z fragmentem (oczywiście w parafrazie): ale czy zaufanie które szuka pewności jest w dalszym ciągu zaufaniem? Pisz więcej

  2. Dzieki za ten wpis, pobudził do myślenia.
    Tak więc myslę sobie, ze zaufanie nie na tym polega, ze drugiego staramy sie zrozumieć, ale, że nie zawsze rozumiejąc, ufamy mu. Tak samo jest z wiara, z Bogiem…Pytasz, zresztą, o to:”czy zaufanie które szuka pewności jest w dalszym ciągu zaufaniem?”
    Myslę też, że mało, albo wcale, jest takich sytuacji, relacji, kiedy ufa sie całkowicie – bywa w prawdziwej, dojrzałej miłości miedzy ludźmi i oczywiście wobec Boga. Bo naogół ufamy cześciowo – w jakiejś dziedzinie, z jakiegoś powodu, specjaliście…
    Nawet ufając, człowiek boi się, ale czuje sie mocniejszy, bo nie jest sam.
    Uważam też, że człowiek zawsze potrzebuje siebie, siebie to znaczy tego, w co Stwórca go wyposażył, w talenty, ktore powinien poznawac i nimi zyć, by lepszym stawał sie sam, drugi człowiek i świat. (kochaj bliźniego swego, jak SIEBIE SAMEGO).

  3. Jeszcze raz tu do Ciebie zajrzałam, z nadzieją na nową notkę, w zastepstwie przeczylałam jeszcze te poprzednią i przyszły mi do glowy takie oto mysli.

    Napisałeś: „Co sprawia, że ludzie się od siebie oddalają? Co sprawia, że nie potrafią się do siebie zbliżyć? Czemu kłamią, czemu walczą z innymi i ze sobą? Skąd w świecie tyle obłudy i hipokryzji, skąd tyle zazdrości i zawiści?
    A może by zacząć od troche innego zdania, w którym byłoby wiecej optymizmu i wiary w ludzi?
    – Co sprawia, ze ludzie chcą być razem, przyblizają sie do siebie, pragną przyjażni? Co sprawia, że ufaja sobie? Dlaczego nie kłamią, choć mogliby i kłamstwo częto ułatwiłoby wiele? Co sprawia, że bywaja delikatni, subtelni, cisi, wrażliwi i pragnący bezinteresownie pomagać? Skąd w tym trudnym świecie tyle szczerosci i świeżości? Co powoduje ludźmi, że są wyrozumiali i wielkoduszni? A zwłaszcza skąd takie cechy-wartości u ludzi niewierzących?

    1. Ostatnie kilka dni to czas rekolekcji nie pojawił się żaden nowy wpis, ale po wielkopostnym skupieniu na pewno pojawią się jakieś refleksje 🙂
      Czemu w swoich tekstach często uciekam od wiary w człowieka? Wydaje mi się, że zaufanie drugiemu wymaga zaangażowania i to zaangażowania ogromnego i jakby nie patrząc całościowego. Tymczasem dzisiaj często zaufanie, miłość zastępuje się pojęciami prostszymi, „łatwiejszymi” takimi jak dobre usposobienie, czułość, nie zmieniając ich nazwy. I nie chodzi o to, że ludzie dziś ufać nie potrafią, że nie potrafią kochać – tak jak piszesz są takie osoby, jest ich pewnie wiele. Mi chodzi o to, by i siebie i tych, którzy zajrzą tu na chwilę pobudzić do refleksji. Wydaje mi się, że łatwiej dojść do nich wychodząc ze strony negatywnej. To pobudza do działania, do zmiany swego życia. Zmusza do odpowiedzi na pytanie jaką postawę powinienem w takim razie przyjąć, jak się zachować. Nie zgadzam się bowiem ze stwierdzeniem, że przede wszystkim młodzieży trzeba dzisiaj wszystko wyłożyć jak na tacy. Nie, patrząc nawet na siebie widzę, że potrzebują oni autorefleksji i zazwyczaj dzięki niej dochodzą do wniosków, których nigdy, nikt by im nie wyłożył.
      Dzięki 😉

  4. „Wydaje mi się, że łatwiej dojść do nich wychodząc ze strony negatywnej”.
    Oj, czy się nie mylisz!
    A może należałoby pokazać różne opcje?
    Same negatywne ukazują kawałek rzeczywistości…
    Takich „stron negatywnych” codziennie ma sie na kopy, mogą czlowieka zniszczyc…

  5. Pewnie się mylę 😉 Tak, na pewno nie można skupiać się tylko na stronach negatywnych, ale wydaje mi się, że to one szlifują diament jakim jest osoba dokładniej niż pochwały i ich niedostrzeganie. Faktycznie trzeba tu być ostrożnym, ponieważ nagromadzenie ujemnych odczuć może przysporzyć nawet o depresję, ale czasem trzeba zaryzykować, wykonać skok w nieznane…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *