Szukając przyjemności

Przyjemność, niczym nie skrępowana, niczym nieograniczana, zaczyna rządzić dzisiejszym światem. Główną motywacją jakiegokolwiek działania jest przecież zysk lub właśnie przyjemność. Czy to coś złego? Wydawałoby się, że nie, bo przecież człowiek nie jest powołany do tego by cierpieć, ciągle żałować, narzekać. Czy jednak przyjemność nie jest w jakimś sensie zwodzącym narkotykiem bez którego chwilami nie potrafimy już żyć? Z definicji jest jedynie stanem chwilowym. I  to jest największa pułapka, bowiem zazwyczaj przedstawia się przyjemność jako coś stałego. Jest to jednak  iluzja, sprytny chwyt marketingowy.

A dlaczego o tym piszę? Chciałem się chwilę zastanowić nad powołaniem właśnie w kontekście przyjemności. Czy seminarium nie jest jedynie próbą ucieczki od problemów codzienności? Jeżeli przyjrzeć się bliżej łatwo jest przecież zauważyć, że czas w nim spędzony nie wymaga od człowieka wiele wysiłku w sensie fizycznym. Nocleg, wyżywienie, dyplom magistra… Czego chcieć więcej?! Niczym wysokiej klasy hotel seminarium zapewnia wszelkie niezbędne warunki zewnętrzne do rozwoju wewnętrznego. Jeżeli jednak  ktoś przychodzi do seminarium nie chcąc się formować, złudnie sądząc, że uformuje go życie, pozostaje jedynie ta warstwa zewnętrzna- „hotel”.

Pytanie o to czy droga formacji do kapłaństwa jest jedynie jakąś formą ucieczki pojawia się wśród przygotowujących się dosyć często. Zazwyczaj wtedy, gdy ktoś zastanawia się nad wystąpieniem- jest to przecież całkiem dobra wymówka. „Życie dało mi w kość, potrzebowałem odpoczynku, tu go znalazłem, ale to nie moja droga”. Tak, konstrukcja myślowa przygotowana idealnie… Idealnie, gdyby nie owa przyjemność. Po przyjemnym czasie  spędzonym w seminarium, gdy zaczyna się pojawiać coraz więcej trudności, wymagany jest jakiś postęp w formacji, przyjemność zgodnie z definicją pryska. Człowiek wiedziony instynktami szuka zatem jej nowego źródła.

Okazuje się, że łatwe życie jest nie do osiągnięcia. Można mówić, że to brednie, ale tylko wtedy, gdy postrzega się życie właśnie jako pasmo przyjemności. To jednak co różni człowieka od innych zwierząt, co świadczy o tym, że jest osobą, to zdolność do wyrzeczenia, do poświęceń. Każde powołanie, nie tylko do kapłaństwa, jest w jakimś sensie poświęceniem. Jeżeli bowiem chcemy je zrealizować będziemy musieli zrezygnować z przyjemności, czyli rezygnować z siebie, z własnych ambicji. Jeżeli nie traktujemy powołania jako jakiejś formy poświęcenia, trzeba sobie uświadomić, że to wcale może powołaniem nie być.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *