Świat ludzi dorosłych

Należałoby zapewne najpierw podać jakąś definicję dorosłości. W świecie ludzi dorosłych najważniejsze jest wszak profesjonalne podejście. Termin goni definicja, nie ma już rozmów a raczej dyskusja, kolegów zastępują partnerzy dumnie zwani niekiedy przyjaciółmi, z którymi można wypić piwo i pogadać o „tych złych” z pracy… Kim jest zatem dorosły? Według polskiego prawa człowiek staje się pełnoletni w wieku lat 18 i zwykle ten wiek dla nastolatków jest wyznacznikiem ich dorosłości.

Co ciekawe nie kojarzą jej jednak jedynie z przekroczeniem magicznego wieku. Doskonale wiedzą, że by być nazwanym dorosłym trzeba wykazać się pewną roztropnością i odpowiedzialnością. W tej intuicji kryje się wiele prawdy – zapewne gdyby przeprowadzić sondę na ulicy, większość osób za naczelny wyznacznik dorosłości uznałaby właśnie odpowiedzialność. Choć słowo to często zdarza się być nadużywane, to jednak zasadniczo znamy jego znaczenie. Być odpowiedzialnym czyli być w stanie odpowiedzieć – być w stanie porzucić własne oczekiwania, by pomóc je realizować innym, być w stanie odpowiedzieć na prośbę drugiego, który oczekuje pomocy i wsparcia. Który czeka na odpowiedź…

Odpowiedzialny winien zatem być otwartym na drugiego człowieka, ale czy to wystarczy? Tak sformułowane pytanie sugeruje odpowiedź negatywną. Bo rzeczywiście, by być dla innych wpierw trzeba być też dla siebie (nie można dać czegoś czego się nie ma, czego się nie rozumie) – a ten etap życia często nam ucieka. Nie dojrzeliśmy do bycia dzieckiem a już chcielibyśmy być starcami z długoletnim doświadczeniem i życiową mądrością. A to wszystko przyjdzie z czasem. I zapewne wówczas zatęsknimy za dzieciństwem. Ale nie w tym rzecz – wiek w zasadzie nie odgrywa tu żadnej roli, jeżeli już, to jedynie czysto zewnętrzną.

Być dorosłym to ostatecznie zgodzić się na siebie-dziecko. Zaakceptować własne ograniczenia i niesamowystarczalność. To prowadzi do innej odpowiedzialności – ja jestem odpowiedzialny, ale i pozwalam być innym odpowiedzialnym za siebie.  Pojawia się wspólnota, która odpowiada sobie, która jest nastawiona na dialog a nie dyktat jednej ze stron.

Być dorosłym to znaczy nigdy nie wyrzec się siebie potrzebującego.

3 odpowiedzi do “Świat ludzi dorosłych”

  1. Pozwolę sobie opublikować tu ciekawą dyskusję nad postem z FB (zachowana pisownia oryginalna).

    Krzysztof: Według mnie, być dorosłym to po prostu zarabiać na swoje utrzymanie xD

    Piotr Rymuza: Obawiam się, że byłoby wówczas zdecydowanie za prosto… Z jednej strony różne są rodzaje pracy i wymagają od człowieka różnego poziomu zaangażowania (bynajmniej chodzi o rozróżnienie na pracę fizyczną czy umysłową – obie są równie ważne – chodzi raczej o zaangażowanie „wewnętrzne”) z drugiej zaś praca może w takim ujęciu stać się polem ucieczki od prawdziwej odpowiedzialności (co niestety obserwujemy chociażby w wielu rodzinach tzw. „eurosierot”).

    Klaudiusz: Szkoda tylko,że dorosłość i bycie studentem seminarium duchownego, nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego…nie mówiąc już o wspomnianym wcześniej doświadczeniu zarabiania na swoje utrzymanie…oczywiście nie można uogólniać…

    Piotr Rymuza: Różnie bywa w seminarium. Nie zawsze jest tak prosto, jak to się wydaje po jednej wizycie w tygodniu na kilka godzin 😉 Jest wiele osób, które mają już za sobą i wiele życia i wiele życiowych doświadczeń (w tym nie jedną pracę) i jest wiele osób młodych. Jednak tak jak napisałem w tekście – moim zdaniem wiek nie ma tu kluczowego znaczenia. Uogólnieniem byłoby przypisanie kategorii dorosłości do jakiegoś wieku, jeżeli już to raczej okresu życia. Różnie można przecież dorosłość definiować – jednak często zdarza się, że jesteśmy w stanie przyporządkować nawet do ludzi młodych określenie „dorosły” ze względu na ich postawę – nie wiek.

    Klaudiusz: I jest wiele osób,które nie mają zielonego pojęcia o życiu za murami,które przechodzą spod jednego klosza pod drugi…Jeżeli ktoś ma kontakt z tą instytucją tylko raz w tygodniu, to faktycznie może wielu rzeczy nie widzieć, ja do tych osób nie należę…

    Krzysztof: Jestem pewien ze co 2/3 zarobkowej emigracji, która wyjezdza za chlebem, bardzo to przezywa i zastanawia się co ma zrobic. W wiekszosci są to sytuacje bez wyjścia. Myślę, że matki, które zostawiaja swoje dzieci nie raz bardzo to przezywaja. Ale mniejsza z tym. A w nawiązaniu do Klaudiusza wypowiedzi to z tego co wiem, to klerycy, jeśli nie napiszą ze o zwolnienie z opłat (które później muszą spłacić) to też muszą płacić za studia jakąś miesięczną opłatę. Tylko wiadomo, że ze swoich pieniędzy tego nie płacą, choć też jest to ogólne założenie… A co do pracy fizycznej i umysłowej, to posłuchajcie co mówił św. Jan Chryzostom – „Nie jest pożyteczne pracować fizycznie nie pracując umysłem, a jest lenistwem pracować umysłowo nie pracując fizycznie” (Kazanie o „Mężnej niewieście”)

    Piotr Rymuza: Z pierwszą częścią w zupełności się zgadzam, z końcówką trochę nie za bardzo 😉 To co chciałem powiedzieć, to to, że nie wszystko co wydaje się na pozór proste i oczywiste, takim rzeczywiście jest. Zwykle jest wprost przeciwnie. Stąd tak zdecydowane sądy, wydają mi się nie do końca uczciwie – niezależnie kto je wypowiada, czy ktoś kto zna drugiego od podszewki, czy tylko czysto zewnętrznie. A o środowisku czy to księży czy jeszcze seminarium krąży zdecydowanie za dużo pochopnych i niepotwierdzonych informacji. Aczkolwiek, tak jak napisałem na początku – w każdym odczuciu, każde spojrzenie na jakąś wspólnotę z zewnątrz jest cenne – i zawiera część prawdy. Ale raczej nie jest to „cała prawda” 🙂

  2. Dziwny ten „dorosły świat”… taki bezosobowy, maszynowy, odczłowieczony. Ale wierzę, że jest jeszcze taka dorosłość (nazwijmy ją roboczo „dorosłością rozumną”), w której samym centrum jest właśnie to, co osobowe – żeby odkryć to, co najlepsze w człowieku, do każdego podejść indywidualnie, zgodnie z jego potrzebami, i na tyle bezpośrednio, żeby to była normalna, zdrowa relacja. Obecnie jest to nawet chyba taki trend, żeby „skracać dystans”, pokazać swoją ludzką twarz, a nie tylko korporacyjną maskę.

    Podoba mi się Księdza intuicja z „odpowiedzialnością” – odpowiadaniem na wezwanie, na prośbę. Sam też pomyślałem o odpowiadaniu, ale jakby inaczej… Ale najpierw wprowadziłbym istotne według mnie rozróżnienie na odpowiedzialność przed kimś i za coś, a w tym drugim przypadku – za siebie lub za innych, a także zaproponował wyodrębnienie tej uogólnionej cechy, którą określa się zbiorczo jako „bycie odpowiedzialnym”.

    Chciałem na początku postawić pytanie „przed kim odpowiadamy/ jesteśmy odpowiedzialni?”, ale… stwierdziłem, że ciekawa jest już sama relacja kreowana przez bycie odpowiedzialnym. Bo czy jesteśmy odpowiedzialni przed tymi, którzy mają nad nami zwierzchnictwo/władzę, czy raczej przed tymi, którzy właśnie od nas zależą, którym możemy pomóc lub „rozkazywać”? A co z odpowiedzialnością przed samym sobą: czy jest sens o niej mówić, skoro wydawałoby (mi) się, że nigdy nie występuje sama (tzn. nigdy nie odpowiadamy tylko przed sobą)? Oraz najbardziej zdawałoby się drażliwa kwestia, odpowiedzialność przed Najwyższym… tu już nawet nie wiem, o co pytać…

    Teraz odpowiedzialność „za”. Najprostszą odpowiedzialnością jest odpowiedzialność za siebie, i tą właśnie chyba nabywamy wraz z osiągnięciem pełnoletności. Możemy decydować o własnym życiu, ponosić konsekwencje własnych czynów, ale też i zbierać nagrody we własnym już imieniu (choć akurat w tym ostatnim wypadku wydaje się, że zawsze lepiej wygląda rozdzielanie zasług pomiędzy wszystkich, którzy nas wspierali, niż wzięcie wszystkiego na siebie). Ale taka odpowiedzialność to wciąż za mało, by mówić o dorosłości. Człowiek dorosły musi też umieć być odpowiedzialny za innych: za rodzinę, firmę czy nawet kolegów podczas wspólnie spędzanego czasu. Tutaj najwyraźniej ujawnia się ta intuicja związana z „odpowiadaniem” na czyjąś prośbę, jednak wydaje mi się, że to być może nie najważniejsza, a na pewno nie jedyna odpowiedź, jakiej musimy umieć udzielić, by być odpowiedzialnymi-dorosłymi. Bycie odpowiedzialnym wydaje mi się jakby byciem w stanie odpowiedzieć na pewne pytania, nawet jeśli nikt ich nie zadaje… na przykład:
    – dlaczego zrobiłeś właśnie to? (to właśnie było moje pierwsze skojarzenie)
    – czy pomyślałeś o konsekwencjach, zarówno dla siebie, jak i dla innych?
    – czy będziesz w stanie ogarnąć to, co zamierzasz rozpocząć?

    i w ten sposób powoli ujawnia się moja ostatnia intuicja – człowiek odpowiedzialny to taki, który ma kontrolę nad swoim życiem. Taki, któremu można powierzyć jakieś zadanie, i wiedzieć (lub wierzyć, z dużą pewnością), że je wykona. Nie kłóci się to w żadnym wypadku z definicją proponowaną przez Księdza, wręcz przeciwnie – potrzeba otwartości na drugiego człowieka, żeby zrozumieć jego potrzeby, żeby nasza odpowiedzialność nie przerodziła się w narzucanie komuś naszej woli. Jednak… cóż, z tą dorosłością i odpowiedzialnością największym problemem jest praktyka 🙂 Na przykład to odpowiadanie – a co, jeśli nikt nie pyta, a my zostajemy jedynymi potrzebującymi w tym coraz bardziej samowystarczalnym świecie?

    Jeszcze jedna rzecz mnie ostatnio zastanawiała, mianowicie: stosunek do ofiarowanej/ przyjmowanej pomocy. Powszechną praktyką jest na przykład na „Dziękuję” odpowiadać „Nie ma za co” – a przecież w ten sposób deprecjonujemy tę pomoc, nie możemy zbudować na niej relacji, na czymś, czego „nie ma”. A z drugiej strony, przywiązywanie do tego zbyt wielkiej wagi też wydaje się dziwne, i możemy czuć się nieswojo, kiedy ktoś za bardzo chce okazać nam swoją wdzięczność. Czy wobec tego taka relacja potrzeb-pomocy jest na pewno dobrym fundamentem dorosłej, funkcjonującej wspólnoty? Co na to praktyka życia?

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na odpowiedź.
    Mizin

  3. Długi komentarz wymaga dłuzszej odpowiedzi. Postaram się odpowiedzieć chociaż na część twoich wątpliwości i pytań, jeżeli coś pominę – daj znać. Po pierwsze muszę stwierdzić, że nie jestem pewien czy oby na pewno jestem kompetentny o dorosłości się wypowiadać. Zapewne wiele osób zarzuci mi, że jestem na to zbyt młody i zapewne będzie miała owa większość rację przy czym… Po pierwsze jestem daleki od utożsamiania dorosłości z jakimś konkretnym wiekiem, po drugie dla tych, którzy będą mi mieli za złe wypowiadanie się o dorosłości, niech tych kilka słów będzie jedynie opinią laika.

    Podjąłeś bardzo ciekawie temat odpowiedzialności, budując niemal pewną jej koncepcję. trudno mi się jednak z niektórymi jej twierdzeniami zgodzić. Moim zdaniem każda odpowiedzialność jest odpowiedzialność przed kimś, także odpowiedzialność za coś, za jakąś rzecz będzie zawsze odpowiedzialnością przed kimś konkretnym. Mogę nim być ja a może być nim równie dobrze drugi człowiek (a przecież może też nim być ktoś całkiem Inny). Dopiero po takim rozgraniczeniu mówiłbym o odpowiedzialności za kogoś lub za coś, tudzież za siebie samego. Odpowiedzialność za siebie – czy jest zawsze związana z innym typem odpowiedzialności? Wydaje mi się, że niekoniecznie – chociażby odpowiedzialność za rozwój własnych pasji – to pasjonat przede wszystkim traci nie rozwijając powierzonego sobie właśnie daru. A odpowiedzialność przed drugim – nie nie zawsze wynika z pewnej hierarchizacji – chociażby wtedy, gdy syn prosi matkę o jedzenie – to mama czuje się w tym wypadku odpowiedzialna za nakarmienie syna, choć ten w żaden sposób nie jest jej „przełożonym”. Odpowiedzialność przed Bogiem… To trudna sprawa, bo koniec końców wszystkie nasze odpowiedzialności stają się w pewnym sensie odpowiedzialnością przed Nim.

    Piszesz o odpowiedzialności jako byciu niejako w możności odpowiadania, nawet wówczas gdy nikt pytań nie stawia. Tak – jedno poniekąd wynika z drugiego. Potrzebny jest jednak zawsze ów pierwszy moment spotkania z żywym człowiekiem, z żywą twarzą, która prosi, która potrzebuje… Trudno inaczej sobie wyobrazić, że ktoś będzie w możności odpowiedzieć na pytanie, z którym w rzeczy samej nigdy się nie zmierzył? Oczywiście nie wszystko w życiu się wydarzy i nie każda sytuacja nas zaskoczy, ale klucz do pytania jest w tym, że odpowiedzialność będzie miała zawsze wymiar praktyczny. Z praktyki życia wynika i poniekąd do niej się ogranicza. Te dywagacje są próbą opisu sytuacji, która zawsze się temu opisowi wymknie, bo zawsze pojawią się nowe okoliczności, każące patrzeć na sprawę inaczej. Zwróć chociażby uwagę na holocaust II WŚ – jak on odmienił myślenie wielu ludzi!

    I odnośnie ostatniej kwestii. Żeby umieć dać trzeba umieć przyjąć – to taka powszechna mądrość, z która chyba należy się zgodzić. Żeby bowiem docenić wartość swego daru najpierw trzeba znaleźć się w sytuacji potrzebującego i odwrotnie. Jeżeli ktoś tylko przyjmuje, jego postawa jest z natury egoistyczna, skupiona na własnych nawet najboleśniejszych problemach. Jeżeli ktoś tylko daje, szybko może wpaść w tarapaty, przyjmując swoje niemal zbawcze posłannictwo wobec świata i także tworząc w sobie postawy narcystyczne. Sprawdza się tutaj reguła złotego środka. Ale balansowanie po środkowej linii może być bardzo trudne – taka nasza natura…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *