Sen Ikara

Żyjemy w świecie, który celowo prowadzi do relatywizacji niemal wszystkich gałęzi życia. Stan pewnej niewiadomej, choć faktycznie może być pociągający, w rzeczy samej ma jednak za cel uśpienie czy wręcz narkotyzację społeczeństwa. Gdy nie wiadomo co będzie jutro, gdy nie możemy być pewni kim w zasadzie jest osoba nam najbliższa, żyjemy chwilą albo jakby nie żyjemy wcale…

By osłabić owego przeciwnika jakim jest życie, najprościej jest go wyśmiać. To co człowiekowi zawsze przychodzi najłatwiej to pozbawić drugiego jego godności. Można ją bowiem porównać do mydlanej bańki, którą tak łatwo przebić. Upodlenie osoby oczywiście nie pozbawia jej godności na poziomie ontycznym –  nie można jej bowiem zniszczyć ostatecznie. W ten sposób Bóg zabezpieczył nas przed grzechem pierworodnym  i naszą głupotą.

Oczywiście ta czarna wizja nie jest regułą ogólną w tym sensie, że zdarzają się od niej pozytywne wyjątki. Są one swego rodzaju Ikarami, które wbrew palącemu słońcu chcą wznieść się wyżej – ponad to co ogranicza i pozbawia wolności. Oby każdy miał swojego Dedala, który będzie nad nim płakał, gdy spadnie…

Lękiem tkasz życie,
które i tak oddycha ciężko
zmęczone łzami odrzuconych
i tych, którym skradziono nadzieję.

Gdy noc nadchodzi dumna,
na próżno szukać gwiazd zdradzonych –
– zbyt wysoko świecą i zbyt krótko.
A życie ze strachu krzyczy…

Tańczą cienie zatopione
w drżących myślach, by
najskrytsze wybrać i porwać
w krainę snu co od dawna nie leczy.

Wyżej od pogardy,
poniżej radości
życie Ikarowe bez promieni słońca,
szuka zrozumienia i skrzydeł.

A może znajdzie i odleci?
Wyśmieje lęk i płacz,
o których zapomniał zimny kamień
by odpocząć z innymi na drodze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *