Przyjdź

Przyjdź i przemień to co ciągle niedojrzałe. To co szuka – w odnalezione, ale nieodkryte. To co woła – w zasłyszane, ale ciągle odległe. To co milczy – w krzyk, który Ty sam jeden słyszysz…  Rozpal mnie bym mógł iść dalej, bo tak ciężko, gdy wokół ciemno a światło raz zapalone ciągle gaśnie. Potrzebuję przestrzeni, która nie zabija, która nie tłamsi i nie ogranicza. Potrzebuję tchnienia, które wyzwala nawet wtedy, gdy uduszony własnym lenistwem, nie jestem w stanie sam zaczerpnąć powietrza.

Potrzebuję drugiego człowieka, któremu można zaufać, choć sam twierdzi, że nie jest godny zaufania. Człowieka, który zrozumie choć nie wypowiem ani słowa. Pokocha a nie zagarnie, dotknie i nie zdobędzie. Który nie będzie ukrywał się za maską swej doskonałej sztuczności, wybrakowanej przez niechęć i półprawdę. Który nie będzie czekał na okazję, który nie będzie dzielił się sobą, ale siebie da. Bez zobowiązań i umów, bez patrzenia na ręce i liczenia pieniędzy.

Przyjdź w drugim. Przyjdź w tym, który nie będzie tłumaczył niezrozumiałego i pchał się w nieznane. Który zostawi wolnym to co i tak jest wolne. Przyjdź jako człowiek, który wie co robi, także wtedy, gdy ufa i kocha. Który nie boi się siebie, ale tylko dlatego, bo nie jest sam. Który samotności nie pojmuje przez pryzmat siebie, ale przez pryzmat ciągłego „ty”. Przyjdź niczym brzask – spodziewany, ale zawsze niezwykły, okryty mgłą tajemnicy. Mgłą, która opada, gdy nadchodzi pora a nie, gdy wieją lepsze wiatry. Przyjdź jako nieuchwytny cień, który nie zależy od mojej woli, ale jest ściśle ze mną związany.

Przyjdź. Już czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *