Powołanie na sprzedaż

Czy powołanie można kupić, albo inaczej- wkupić? Czy obejmujące coraz więcej środków społecznego przekazu informacje zachęcające do wstąpienia do zakonu czy seminarium to dobry marketing czy chwytanie się brzytwy? Nie jest przecież tajemnicą, zresztą również dzięki tym samym mediom, że z roku na rok do domów formacji wstępuje coraz mniej chcących swe powołanie potwierdzić, ugruntować i wreszcie zacząć realizować. Pojawia się jednak pytanie: czy to, że seminaria świecą pustkami jest wynikiem słabego marketingu Kościoła? Czy żeby pokazać komuś jego powołanie, potrzebne są światła jupiterów, głośna muzyka, glany…?

Ten Ktoś wcale nie zapomniał powołać robotników na swoje żniwo (Mt 9, 38). On ciągle działa i ciągle powołuje. Czy zatem powołani nie słyszą Jego głosu? Słyszą i to bardzo dobrze, czasem jednak wygodnie być głuchym. Wygodnie pójść na studia, ustatkować swoje życie, założyć rodzinę i wtedy powiedzieć „Oto jestem: przecież mię wołałeś”, tylko, że wtedy może paść odpowiedź: „Nie wołałem cię synu. Wróć i połóż się spać” (1 Sm 3, 4-5). Gdy On woła łatwo zamknąć oczy i udawać, że się śpi. Tyle tylko, że On tego jako udawania odbierać nie będzie. Nie jest naiwny, ślepy…

Jeżeli zatem szukanie powołań ma polegać na zastępowaniu głosu tego Kogoś, to nigdy nie będzie miało to sensu. Nawet, jeżeli zachęci młodego chłopaka lub dziewczynę do wstąpienia do seminarium czy zakonu, nie oznacza to jeszcze, że ta osoba została wezwana. Powołania nie da się kogoś nauczyć, nie da się go tak po prostu dać, w kimś obudzić. Takie próby mogą być wprawdzie udane, można ogłosić sukces, bo jest więcej powołań niż w poprzednich latach, ale będzie to tylko sukces pozorny. Tak naprawdę będzie to największa pomyłka niby ewangelizatora.

Akcja powołaniowa ma sens tylko jako akcja informacyjna, czy raczej kontrinformacyjna. Akcja mająca pokazać, że osoby powołane wcale nie są gorsze, że nie są to idioci marnujący swe życie dla chodzenia w dziwnie skrojonych sukienkach i pouczania innych. Akcja, która ma przywrócić wiarę w człowieka, który nie tylko zabija dzieci nienarodzone, dopuszcza się coraz bardziej bezczelnego cudzołóstwa, który nie wierzy nie tylko w Boga, ale i w nic nie wierzy poza samym sobą, ale który umie rezygnować z siebie dla drugiego człowieka. I nie jest to wyraz słabości, naiwności, ale wręcz przeciwnie- siły zarówno psychicznej jak i fizycznej.

Problemem powołanych nie jest to, że powołania nie słyszą, ale to, że często boją się go, jak małe dzieci ciemności. Nie zauważają , że nie są to ciemności, lecz że po prostu mają zamknięte oczy… Prośmy więc „Pana żniwa” by przezwyciężał ich lęki i dawał siłę otwarcia oczu.

2 odpowiedzi do “Powołanie na sprzedaż”

  1. Piotrek, bardzo dobry tekst! Wiele daje do myślenia, prowokuje do rachunku sumienia biorąc pod uwagę sferę „akcyjności” chrześcijaństwa, którą uczymy się rozwijac juz w seminarium…
    Twoja synteza powinna ujrzec swiatlo dzienne i byc przeczytana przez wieksze rzecze.

    PS
    Jak wakacje? Mam nadzieje, ze trochę odpoczywasz. W koncu niedlugo greka (Greka) wraca 😀
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *