Potrzeba niewiele

Udało mi się usiąść na chwilę przy komputerze, by zebrać ostatnie wydarzenia i jakoś je podsumować. Ciężko mi to przychodzi, bo naprawdę przeżyć jest bardzo dużo a ja mam jeszcze tylko kilka godzin, które mogę spędzić z rodziną przed powrotem do stolicy. Wczoraj przed północą wróciłem z praktyk na jednej z warszawskich parafii.

Można powiedzieć, że to parafia wśród ludzi, bo kościół stoi niemal na środku ogromnego osiedla. Przez ponad dwadzieścia dni mogłem się przyglądać życiu kilkudziesięciu tysięcy zwyczajnych ludzi. Nie mieszkałem na plebanii – codziennie dojeżdżałem z seminarium – i dzięki temu „towarzyszyłem” im w drodze do pracy i potem wieczorem, gdy zmęczeni wracali do domów. Tu i ówdzie mogłem spotkać grupy panów, którzy z uśmiechem na twarzy popijali tani alkohol lub dzieci i młodzież, które mimo później pory nie mogły znaleźć drogi do domów. I tutaj właśnie toczyło się moje życie. Wśród zwykłych problemów zwykłych ludzi. Pewnie z powodu mego wieku, zwracałem uwagę głównie na moich rówieśników. Pierwsze, co nasuwa mi się na myśl, gdy o nich myślę, to słowo „poszukiwanie”. I z rozmów i z obserwacji wynika, że większość z nich próbuje jakoś odnaleźć swoje miejsce we współczesnym, „wielkim” świecie. Szukają rzeczy naprawdę najprostszych, które teoretycznie tak łatwo byłoby im zapewnić, a jednak nie ma komu… Zainteresowanie rodziców, poczucie bezpieczeństwa, akceptacja kolegów ze szkoły… To frazesy. A im jest po prostu potrzebny ktoś z kim mogli by pogadać o wszystkim. Dosłownie o wszystkim. O tym dlaczego rodzice się kłócą, dlaczego rodzony brat ich nie rozumie, dlaczego wyglądają gorzej niż by chcieli, dlaczego… Każda twarz, którą widziałem podczas prawie piętnastu godzin, które spędziłem podczas samych przejazdów metrem i tramwajem, była takim jednym wielkim „dlaczego”.

I sama parafia. Ludzi młodych mało – w większości do kościoła przychodzą osoby starsze. Przez długi czas myślałem, że ta ich obecność nie ma większego znaczenia. Bo co to za parafia, gdzie średnia wieku szybuje ponad pięćdziesiątkę? Ale przecież i ci przychodzą, bo czegoś szukają. A my nigdy nie możemy nikogo tak po prostu skreślić. I to nie tylko my – księża, ale po prostu my – ludzie. Każdy zasługuje na miłość… Zwykle nie potrzeba wiele – wystarczy szczery, prawdziwy uśmiech i dobre słowo. To naprawdę niewiele.

Ja taką życzliwość odnalazłem we wspólnocie księży na plebanii. Nie będę wiele pisał na ten temat, bo i po co? Mam nadzieję, że dałem im zrozumieć, jak bardzo jestem im wdzięczny za atmosferę, która pozwalała mi się poczuć jak w domu, a nie jak w pracy. Nie potrzeba do tego własnego pokoju z łazienką. Obecność drugiego człowieka jest znacznie bardziej cenna.

Pisać pewnie mógłbym jeszcze długo, ale już późno a jutro rano znowu ruszam do Warszawy. Może przejeżdżając Wisłę uda mi się zobaczyć coś z tych skarbów, które tam ostatnio odnajdują archeolodzy? Ale to jutro. A teraz jeszcze brewiarz i spać.

A mojej parafii jeszcze raz mówię – dziękuję!

Jedna odpowiedź do “Potrzeba niewiele”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *