Pokolenie pomieszanych języków

Zastanawiając się nad zabieganym przedświątecznie światem, uświadomiłem sobie coś ważnego. To wszystko, na co narzekamy, co innym mamy za złe, czego w innych nie rozumiemy i za co mamy do nich pretensje… To wszystko to przecież wynik nie tyle złej woli, chęci upokorzenia innych czy samozagłady siebie, ale powód braku wspólnego języka.

Zapewniliśmy sobie błyskawiczną komunikację przez telefony i Internet, ale nikt nie przewidział tego, że nadejdzie czas, kiedy nie będziemy w stanie ze sobą rozmawiać, że będziemy się niszczyć przez niezrozumienie.

Potrzeba nam „Translatora” który sprawi, że znów będziemy się rozumieć…

Pokolenie pomieszanych języków,
Zamknięte w maski swych czystych pragnień.
Okradzione z wolności na rzecz zawodów,
W których przegrać nie można i zwyciężyć.

Współczesności zapomnianej relikty,
Co boją się cienia marzeń swych dzieci,
Obumarłych. Spoglądają zza kraty,
Nienazwane prośby ojca i matki.

Nic nie zbudowali poza ołtarzem
Nieznanego Boga, co dawno umarł.
Wysoko się wznosi duma nad niebem,
Ale nie sięga celu, o którym wszyscy…

…zapomnieli.

Jedna odpowiedź do “Pokolenie pomieszanych języków”

  1. Poruszający wiersz. I ta mnogość odniesień… piękny.
    Faktycznie, wiele jest między nami-ludźmi nieporozumień. Czasem brakuje słów by wyrazić myśli, wtedy sięgamy do emocji, które bywają mylnie zinterpretowane. Brakuje jasności, klarowności przekazu. Nierzadko brakuje mu też treści, komunikujemy się czystą formą, jak maszyny do podtrzymywania radości. To ogromny problem.
    Ciekawe spostrzeżenie, że paradoksalnie przez nieograniczone obecnie możliwości komunikacji w większości straciliśmy nią zupełnie zainteresowanie. Jeśli coś jest na wyciągnięcie ręki, bardzo łatwo to zaniedbać. Po angielsku mówi się na to „to take somebody for granted”. Jednakże z tej drogi, którą kroczymy, nie ma już odwrotu, chyba że przez jakiś radykalny przewrót w komunikacji międzyludzkiej.
    Nieporozumienia występują też (a może przede wszystkim) na linii człowiek-wiara. Tu też najczęściej brakuje wspólnego języka: religia posługuje się wieloma zawiłymi metaforami, które choć wydawałoby się, że mają przybliżyć odbiorcy daną treść (jak np. metafory) w rzeczywistości tworzą myślowe bariery między Bogiem i człowiekiem, które od ludzkiej strony ciężko jest obejść.
    Stąd przyszła mi myśl: O Bogu można powiedzieć nieskończenie wiele pięknych słów. Że jest miłością, że nas kocha i jest jak dobry ojciec, że czuje się jego obecność w świecie, że nas zmienia… jednak… na cóż te słowa, gdy ich treść jest przed nami ukryta? „Translator” przydałby się nie tylko ludziom, ale czasem także i Bogu, lub konkretniej – Kościołowi. Potrzeba przełożenia mądrości Bożej na mądrość ludzką w taki sposób, by jej nie strywializować ani uszczuplić. Przed takim oto wyzwaniem stoi Kościół w XXI wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *