Papież idzie na górę…

Ostatni Anioł Pański z Benedyktem. I komentarz do dzisiejszej Ewangelii o przemienieniu Jezusa. „Pan wzywa mnie, bym wszedł na górę i poświęcił się jeszcze bardziej modlitwie i rozmyślaniom”, powiedział papież. Niby takie proste a jednak. Taka abdykacja przydałaby się niejednemu. Problem w tym, że paradoksalnie zwykle brakuje nam na nią sił…

Wszystko, co szczególnie ważne w życiu Jezusa, odbywało się na górze. Jak pamiętamy z zeszłej niedzieli, na jednej z gór Jezus był kuszony przez diabła, na górze rozmnożył chleb i wygłosił jedną z najważniejszych mów, na górze modlił się przed męką, na górze Go ukrzyżowano, z góry wstąpił do nieba. Dzisiaj na górze się przemienił. Jeżeli i my jesteśmy wezwani, aby wejść na górę – znaczy, że może się tam dokonać coś ważnego w naszym życiu.

Wspinaczka górska nie jest prosta. Kto chodził po górach – wie. Przemienienie według tradycji miało się dokonać na górze Tabor. Kto był w Izraelu, wie również, co to za góra i jak długo wjeżdża się tam busem. Jezus i uczniowie raczej nie mogli liczyć na taki luksus. Nie dziwi, że po długiej wspinaczce Piotr, Jakub i Jan poszli po prostu spać.

Gdy Piotr się obudził z pewnością był mocno zaskoczony tym, co się obok działo. Zareagował instynktownie – chciał ustawić namioty dla Jezusa oraz Mojżesza i Eliasza, którzy z Nim rozmawiali. Z czym mi się kojarzy ta scena? Jeżeli ktoś z was mieszkał na jakimś obozie, tudzież w akademiku z drugą osobą, to kojarzy zapewne dialog: – Eeej! Już ta godzina?! Trzeba wstawać! Budź się! – i standardowa odpowiedź – Daj spokój! Jeszcze chwilę! Co Piotr mówi po przebudzeniu? Dobrze nam tu. Było mu tam, na tej wysokiej górze, z dala od jakichkolwiek problemów tak dobrze, że chciał tam zostać a przy okazji zatrzymać Jezusa. Ale, jak zapisuje ewangelista – nie wiedział, co mówi.

Jeden z biskupów, komentując tę Ewangelię, zwraca uwagę na fakt, że zasadniczo Piotr zwykle myślał, że najlepiej wie, co w danej sytuacji zrobić, ale rzeczywistość okazywała się dużo bardziej zawiła. Gdy Apostoł wyznał, że Jezus jest Mesjaszem, zaraz został zganiony za to, że nie chciał, aby Jezus wyruszył na śmierć do Jerozolimy. Lepiej wiedział, co robić. Podobnie podczas obmywania nóg – wiedział lepiej od Jezusa, że nie potrzebuje, aby mu myć nogi. Wiedział też, że nigdy się Jezusa nie wyprze. Mylił się wiele razy. Aż pewnego dnia dojrzał do tego, by powiedzieć Jezusowi: Panie, Ty wszystko wiesz…

Na górę nie idzie się po to, aby spać. Piotr przespał modlitwę i na Górze Przemienienia i na Górze Oliwnej. Mi też zdarzyło się nie raz zaspać na modlitwę i na modlitwie. Ale góra ma to do siebie, że nie ucieka i można na nią wchodzić codziennie…

Mały, wielkopostny akcent na koniec. Śpiewają moi koledzy z seminarium.

2 odpowiedzi do “Papież idzie na górę…”

  1. Dziękuję za pokrzepiający akcent, którym odbieram zadanie: „Ale góra ma to do siebie, że nie ucieka i można na nią wchodzić codziennie…” poprzedzony przypomnieniem, jak dojrzewał Piotr do stania się opoką Kościoła

    Błogosławieństw Bożych, także dla kolegów w seminarium!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *