Oszukać siebie

Niemal zawsze w rozmowach o seminarium z innymi ludźmi pojawia się wątek rezygnacji i wystąpienia. Czy jest to możliwe? Oczywiście. Sześć lat formacji to też czas na podjęcie ostatecznej decyzji- czy to moja droga, moje powołanie. Nie jest tajemnicą, że część kleryków rezygnuje z obranej drogi na różnym jej etapie- po pierwszym tygodniu, po dwóch latach, czy nawet na ostatni dzwonek, czyli przed samymi święceniami. Rezygnacja z dalszej formacji nie pociąga za sobą żadnych dodatkowych nieprzyjemności, przynajmniej teoretycznie. W praktyce, szczególnie w zamkniętych społecznościach, na przykład wiejskich, gdzie wszyscy się znają i wiedzą, że ten chłopaczek, który od dziecka był ministrantem i od roku chodził w sutannie, ostatnio przestał ją zakładać. Budzi to powszechne zdziwienie i oczywiście powoduje powstawanie plotek i niestworzonych wprost historii. Nierzadko są one bardzo krzywdzące, właśnie przez brutalne fałszowanie rzeczywistości. Taka sytuacja nie jest oczywiście regułą, ale zdarza się często.

Zrezygnowanie z dalszej formacji powinno być poprzedzone gruntownym wejrzeniem w siebie i postawienie podstawowego pytania: Czy On naprawdę mnie powołuje do kapłaństwa? Takie pytanie pojawiało się w mojej krótkiej drodze seminaryjnej już nie jeden raz. Czy da się na nie odpowiedzieć? Samemu na pewno nie.

Gdy będę szukał na własną rękę mogą pojawić się jedynie dwie skrajne odpowiedzi. Albo dojdę do wniosku, że nie jestem powołany, co zapewne dotyczy osób wrażliwszych i mniej pewnych siebie, targanych pytaniami i wątpliwościami, albo, że z całą pewnością powołany jestem skoro znalazłem się w seminarium, skoro jest mi w nim dobrze, skoro dogaduję się z kolegami a przełożeni nie mają większych zastrzeżeń. Obie odpowiedzi są z całą pewnością niepoprawne, gdyż nie szukają podpowiedzi u Niego, lecz w sobie. Są próbą zabezpieczenia własnych interesów i obrony przed lękiem. Z jednej strony człowiek w miarę swoich możliwości unika wszelkiego rodzaju poświęceń, tym mocniej, gdy nie dostrzega w nich perspektywy Łaski, z drugiej, gdy jego potrzeby są zaspakajane, nie chce zmieniać panującej sytuacji, bo i po co.

Co zatem zrobić, gdy pojawią się wątpliwości? Nie znam odpowiedzi i zapewne nigdy jej nie odkryję. Wydaje mi się jednak, że w sytuacji rodzących się pytań o własne powołanie nigdy nie można kierować się ani strachem ani dążeniem do realizacji siebie. Trzeba słuchać, On odpowie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *