Ostatni taki Prymas…

Zastanawiałem się czy wypada tak zatytułować tę notkę, czy nie będzie to uznane za przesadzoną gloryfikację zmarłego Prymasa i zbyt emocjonalny stosunek do sprawy. Chyba nie… Śmierć kard. Glempa nie była wielkim zaskoczeniem dla tych, którzy interesowali się stanem jego zdrowia. Dramatyczny był dla mnie jednak komunikat wydany wczoraj przez Kurię Warszawską. Rok temu Prymas Senior Kardynał Józef Glemp, informując o przebytej operacji prosił nas wszystkich o modlitwę. Dziś, kiedy stan zdrowia Księdza Prymasa znacznie się pogorszył, prośbę tę ponawiam w jego i moim imieniu. Kardynał Kazimierz Nycz. Byłem pewny, że coś się kończy. Ktoś się kończy… Informację o śmierci usłyszałem przed 22., w czasie wspólnej modlitwy w kaplicy seminaryjnej.

Czemu „ostatni taki prymas”? Kardynał Glemp był moim zdaniem ostatnim hierarchą w polskim Kościele, który jakkolwiek pełnił w nim funkcję stróża jedności. Nie jest w tym momencie ważne, czy wszystkie jego decyzje były słuszne i dobre, bo na pewno nie, nie ma wszak ludzi doskonałych (a już na pewno wśród tych, którzy posiadają jakąś władzę!) – istotne jest jednak, że umarł człowiek, który był wśród większości Polaków, także tak zwanych wierzących – niepraktykujących, postrzegany jako głowa naszego lokalnego Kościoła. Jaki jest odsetek ludzi, którzy wiedzą, kto jest teraz prymasem? Wiadomo jedynie, kto trzyma stronę toruńskiej rozgłośni a kto popiera „Tygodnik Powszechny”, kto jest zakompleksionym „trydentem”, a kto oświeconym liberałem. Coraz bardziej przekonuje się, że źródło podziałów w polskim Kościele nie jest oddolne, nie wynika z upodobań wiernych, ale wybija gdzieś znacznie wyżej…

Śmierć jako taka jest czymś złym – jest przeciwna naszej naturze, naszemu pędowi ku życiu. Nic dziwnego, że jako pewien przejaw ziemskiej niesprawiedliwości, budzi nasze współczucie. Każda śmierć. Gdy jednak umiera ktoś znany, ktoś kto budził nasze emocje, czyli w rzeczy samej ktoś z kim byliśmy w jakiejś relacji, boli bardziej. I to jest ludzkie. Dlaczego o tym piszę? Zajrzałem na kilka portali internetowych o nieco spaczonej orientacji (celowa gra słów!) i co widzę? Nie będę przytaczał, bo po prostu nie wypada… Powiem jedynie, że autorzy wielu komentarzy, są dość ostrymi krytykami działalności Zmarłego. I cóż. Żyjemy w czasach, w których „nie wypada” nie istnieje. Niejeden wyzbył się dobrego taktu w imię czegoś, co nazwał sobie wolnością.

Wolność jest w nas… Był taki film o ks. Popiełuszce kilka lat temu. I dzisiaj, z perspektywy czasu, mogę pokusić się o stwierdzenie, że tytuł nawiązywał nie tylko do życiowej postawy błogosławionego męczennika, ale też do osoby zmarłego prymasa. Wielu zarzuca kard. Glempowi słabość w rozwiązaniu problemu ks. Popiełuszki i kontaktach z komunistycznym reżimem w ogóle. Prymas w 2000 roku stwierdził, że bardzo żałuje tego, że się wtedy bał. A żeby przyznać się do lęku trzeba być prawdziwie wolnym.

Poniżej zdjęcie z zakrystii naszego kościoła seminaryjnego (Warszawa). Takiego Prymasa zapamiętam…

FaceBóg | Wspólnymi Siłami – czyli razem tworzymy coś dobrego
FaceBóg | Wspólnymi Siłami – czyli razem tworzymy coś dobrego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *