O pustyni na Facebooku

Ostatnio, w związku z organizowaną przez seminarium Adoracją Krzyża, napisałem pewien tekst, do którego tutaj – już w nieco mniej oficjalnej atmosferze – chciałbym się odnieść:

Dzisiaj, aby skontaktować się z drugim człowiekiem wystarczy kilka chwil. Rozwój technologii sprawił, że świat z globalnej wioski przeobraził się w wielkie podwórko, a ludzkie życie coraz częściej traktuje się jak reality show. Zacieranie różnic między tym, co rzeczywiste i tym, co wirtualne, poszło tak daleko, że u wielu ludzi prowadzi do chorób, które można już chyba nazwać mianem cywilizacyjnych.

Kiedyś warunkiem poznania się było spotkanie. Trzeba było odważyć się spojrzeć w oczy drugiemu człowiekowi, usłyszeć jego głos, odpowiedzieć na niego… Dziś miejscem spotkania jest Internet. Oczy próbuje się oszukać przy pomocy grafiki komputerowej, a głos można skutecznie zastąpić syntezatorem mowy. Tyle, że czegoś w tym udawaniu brakuje.

Jan Chrzciciel gromadził tłumy nie na czatach i przed telewizorami, ale w jak najbardziej realnej rzeczywistości. Czym przyciągał? Przykładem życia, które nie przystawało do ówczesnych standardów. Wyrzekł się posiadania czegokolwiek. Wystarczało mu kilka kawałków zwierzęcej skóry do okrycia ciała oraz szarańcza i miód do jedzenia. Nie godził się na żadne kompromisy – prawda była dla niego ważniejsza niż własne życie. Gdyby zamiast wzywać do zmiany postępowania zamknął usta, zapewne otrzymałby intratną posadę na dworze króla Heroda. Ale Jan Chrzciciel był świadomy tego, że nie głosi siebie i swoich poglądów, ale zapowiada kogoś Mocniejszego. Pozostał Mu wierny.

Ktoś powie: Dzisiaj życie na wzór Jana Chrzciciela jest niemożliwe. Z pewnością ciężko byłoby się ubrać w skórę i mieszkać na pustyni. Czasy się zmieniają. Zmienia się także sposób przekazu. Nie zmienia się jednak jego treść. Dobra Nowina jest wciąż dobra! Wciąż wymaga radykalnego przyjęcia i wprowadzania w życie. Kto wie, czy Jan Chrzciciel nie miałby dzisiaj swego profilu na Facebooku? Kto wie, wszak Internet staje się coraz bardziej pustynią bez ludzi.

Zostałem zapytany, dlaczego zarysowana przeze mnie wizja jest, tak mroczna, czy naprawdę jest tak źle? Czy Facebook, a może nawet ogólniej – Internet – jest swego rodzaju pustynią, na której nie ma ludzi? Myśląc nad tym nieco, wydało mi się najlepszym odpowiedzieć na to pytanie innym pytaniem. Po co wchodzę na FB, do Internetu? Czy naprawdę próbuję się z kimś „spotkać”, kogoś lepiej „poznać”? Czy tak naprawdę nie uciekam przed kontaktem face to face? Zobaczyć kogoś na zdjęciu, usłyszeć kogoś przez mikrofon, rozmawiać z kimś przez słowa wybijane na klawiaturze… To wszystko sprawia, że możemy czuć się bezpiecznie. Każda „wpadka” może zostać przerwana przez proste „narq” i wylogowanie się. Wtedy zaś można odetchnąć – nic się przecież nie stało. To tylko rzeczywistość wirtualna…

Tak, i to jest właśnie problem! Korzystając z komunikacji przez media społecznościowe łatwo zacząć relatywizować rzeczywistość. Gdy potrzeba – jest wirtualna, sztuczna, znowuż w innych sytuacjach – prawdziwa, wręcz namacalna. Wirujemy w tych światach i w końcu już sami nie wiemy, co jest prawdziwe a co nie, jaki jestem prawdziwy ja, a jaki nie. Gubimy siebie, zastępując tożsamość avatarem a świadomość wyimaginowanym superego.

Oczywiście nie jest to reguła. Być ewangelizatorem w Internecie to znaczy nie dać się samemu zniewolić. Być prawdziwym, być sobą. Pokazać beduinom z pustyni Internetu, że nie muszę zakrywać twarzy, żeby przez nią przejść.

4 odpowiedzi do “O pustyni na Facebooku”

  1. Dla mnie Internet zastąpił całkowicie realne znajomości – w Internecie mogę wszystko, jestem odważny, piszę to czego bym nie napisał w życiu realnym. Ale jak przychodzi chęć rozmowy, a na czacie facebooka nikogo nie ma przychodzi samotność. Bez połączenia z siecią czuję jakbym był na pustyni. Internet to ucieczka od zranienia w rzeczywistych kontaktach, boję się na kontakt w życiu. Już tyle razy byłem wyśmiany, poniżony, że już dość. Teraz, jak chcę kilkam „zblokuj osobę” i ona znika z mojego życia. Wiem, że to pójście na łatwiznę, ale już dość cierpienia. Tyle ode mnie 😉 Dzięki za tekst i za bloga i za wpisy właśnie na fb, choć śledzę je od niedawna. Natknąłem się na nie całkowicie przez przypadek. Może tak miało być?:)

  2. Pamiętaj, że Internet nie zmieni tego, co doświadczasz w „realnej” rzeczywistości. Cierpienie w relacjach, w byciu we wspólnocie jest czymś normalnym. Jeżeli ktoś nie cierpi to znaczy, że się izoluje, że nie jest w stanie się zaangażować w bycie z drugim człowiekiem… Internet można rozumieć jako pewnego rodzaju narkotyk, co potwierdzają zresztą Twoje słowa. Gdy przestajesz brać, zaczynasz odczuwać „naprawdę”, okazuje się, że życie nie stało się lepsze, że ciągle boli… Odwyk polega na tym, żeby z pustyni Facebooka wyjść na prawdziwą pustynię i uświadomić sobie, że świat wirtualny nie jest w niczym lepszy. Czasami trzeba długo czekać. Izrael wychodził z Egiptu, błąkając się po pustyni, przez czterdzieści lat! Kojarzy mi się jeszcze jedna historia. Jeden z ojców pustyni (pierwsi pustelnicy chrześcijańscy) pisze, że gdy został zapytany przez młodego mnicha, co ma zrobić żeby się zbawić, odpowiedział, żeby wziął kawałek suchego drewna i włożył je w ziemię. Miał go tak długo podlewać aż wyda owoce. Mnich z wielką skrupulatnością wykonywał to zadanie i każdego dnia przez wiele lat podlewał suchą gałąź. Po wielu latach stała się ona najpierw zielona a potem pojawiły się owoce… Nam często się wydaje się, że jesteśmy takimi suchymi, nikomu niepotrzebnymi gałęziami, ale w każdym z nas drzemie olbrzymi potencjał. Trzeba sobie z niego najpierw zdać sprawę a potem zacząć o niego cierpliwie i starannie dbać…

    Życzę Ci byś nie bał się ponownie zaufać tym, którzy Cię zranili. Wiem, jak bardzo jest to trudne. Ale żeby gdzieś dojechać, zawsze trzeba wpierw ruszyć… Jezus mówi: „Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem będą pocieszeni”…

  3. Dziękuję za taką odpowiedź:) Dodała mi otuchy. Naprawdę będzie z Ciebie niezły duszpasterz 🙂 Do zob jutro na seminarium otwartym w WMSD!!! Może uda mi się opuścić ekran na chwil kilka;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *