Notki z Berlina

Wczoraj po północy wróciłem z Berlina, z Europejskiego Spotkania Młodych organizowanego przez wspólnotę braci z Taizé. Oczywiście jest wiele wspomnień i doświadczeń. Część z nich spróbuję oddać przez publikację niektórych notatek z wyjazdu.

Berlin, 28 grudnia 2011

Z Warszawy wyruszyliśmy o północy. W Berlinie nie przywitało nas wprawdzie słońce, ale z pewnością przyjaźni ludzie. Po zameldowaniu się w halach, gdzie odbywają się modlitwy, rozjechaliśmy się do goszczących uczestników parafii (trafiłem do ewangelickiej parafii św. Mateusza) a potem, w jeszcze mniejszych grupach, do rodzin. Wraz z kolegą z seminarium zostaliśmy skierowani do państwa Heike i Gerharda. Wspaniali starsi ludzie!

Oczywiście, znalazło się też trochę czasu na zwiedzanie Berlina. Dzisiaj dość ciężko było jeszcze z orientacją w terenie i rozgryzieniem komunikacji miejskiej, ale jutro powinno być już łatwiej. Wieczorem spotkaliśmy się na wspólnej modlitwie z braćmi z Taizé. Niesamowite wrażenie robi przejście z zabieganego miasta do hali, gdzie kilka tysięcy, hałaśliwych zazwyczaj, młodych ludzi trwa w zupełnym milczeniu i modlitwie. Zanotowałem sobie dwie myśli brata Aloisa – sługi komunii wspólnoty, czyli przeora:

Mury powstają nie tylko między państwami i narodami, ale także bardzo blisko nas a nawet w nas samych.

Nie możemy zaufać w samotności, potrzebni są do tego inni ludzie.

br. Alois z Taizé

Pierwsze słowa wydają się mi szczególnie ważne w kontekście Berlina, tak zranionego przez podziały po ostatniej wojnie. Wspólnota jest jednak możliwa. Wspólnota braci z Taizé jest przypowieścią o tej możliwości…

Berlin, 29 grudnia 2011

Kolejny dzień bogaty w wiele wrażeń. Po pierwsze śniadanie w rodzinie, do której trafiliśmy oraz wieczorna rozmowa z naszymi gospodarzami. Bardzo żywa jest w Niemczech pamięć o historii. W Berlinie szczególnie o murze, który miał ludzi dzielić, a jeszcze silniej ich do siebie przyciągał. Niestety dziś czasy się zmieniły i trudno znaleźć wspólny cel, wokół którego można by się zgromadzić i zjednoczyć. Może taką inicjatywą jest nasza pielgrzymka zaufania? Nie wiem. Z pewnością pokazuje jednak wielkie zaangażowanie Niemców, którzy czują potrzebę wspólnoty – zarówno między narodami, jak i szczególnie – między chrześcijanami.

***

Wieczorne modlitwy przynoszą wiele pokoju do serca rozrywanego przez napór różnych osób i rzeczy wokół. Jest elementem stałości, fundamentem. Dobrze, że jest ten czas!

Berlin, 30 grudnia 2011

Ewangelia niesie coś tak absolutnego, co nie pozwala nam pozostać obojętnymi.

Modlitwa w czasie południowego spotkania

Spotkanie europejskie jest czymś, co urzeczywistnia przypowieść o wspólnocie z Taizé. Z każdym dniem pobytu w Berlinie, z każdą rozmową z naszymi gospodarzami, uświadamiam sobie coraz mocniej, jak bardzo musimy o tę wspólnotę zabiegać, jak bardzo walczyć o jedność między chrześcijanami. Bardzo wielu określa się dziś tym mianem, ale zaryzykowałbym stwierdzenie, że tylko ci są nimi prawdziwie, którzy dążą do zjednoczenia, którzy tęsknią za braćmi, którzy swą wiarę realizują w różnych Kościołach i tradycjach. Ale co ważne – choć są to Kościoły różne, nie są jednak inne…

Dzień się kończy. Dziś dowiedzieliśmy się, że kolejne spotkanie odbędzie się w Rzymie. Mam nadzieję, że uda się mi kontynuować tam pielgrzymkę zaufania!

Berlin, 31 grudnia 2011

Sobota, modlitwa w południe. Powoli nasze pielgrzymowanie się kończy, ale jest też pewność, że Bóg będzie działał w nas dalej. Przyjdź Panie Jezu!

***

Jedna myśl z wieczornej modlitwy, tak na Nowy Rok:

Nie ma szczęścia bez wyrzeczeń.

br. Alois z Taizé

okolice Konina, 1 stycznia 2012

Dziś mamy 1 stycznia i Nowy Rok. Właśnie jesteśmy w drodze do domów, przekroczyliśmy polską granicę.

Dzień obfitował we wrażenia. O północy, po wieczornym czuwaniu i modlitwie o pokój na świecie, rozpoczęło się „święto narodów”. Było to wspaniałe doświadczenie wspólnoty z młodymi ludźmi z wielu krajów Europy. Po krótkim śnie, spędziliśmy przedpołudnie i wczesne popołudnie z naszymi gospodarzami – Heike i Gerhardem. Najpierw wspólne śniadanie, potem udział w protestanckiej modlitwie a na koniec pożegnalny obiad. Spotkanie z tymi ludźmi było czymś wyjątkowym. Cieszę się, że mogłem ich poznać. Starszy pan Gerhard był dla nas niejako „encyklopedią Berlina”.

Trochę żal było odjeżdżać, ale na szczęście za rok kolejna szansa na pielgrzymkę zaufania…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *