Nie wiem

Nie wiem. Nostalgia przeplatana z radością. Wynik nadmiernego aktywizmu, czy wprost przeciwnie – zachłyśnięcia się teraźniejszością? A może to tak naprawdę to samo? Bardzo dziwne były te ostanie dni, tygodnie…

Przyjechałem do seminarium zgodnie z ustalonym grafikiem dyżurów. Wiedziałem, że nie będę się nudził. Ale mimo wszystko nie spodziewałem się, jakim człowiekiem po tych dniach będę, jaki wrócę do domu. Życie nas nieustannie kształtuje. Tyle, że gdy coś wywołuje w nas uczucie trudu, bardziej chyba zdajemy sobie z tego sprawę.

Czy stało się coś szczególnego? Na dobrą sprawę nie. I to jest chyba najgorsze, bo pociąga za sobą wiele niedopowiedzeń i wątpliwości. Wiem, że coś się stało, ale jednocześnie nie wiem co.  To chyba najlepszy opis tego czasu. Była ciężka praca, było niemiłosiernie gorąco, były pogrzeby, dodatkowe obowiązki. W skrócie – było ciężko. Ale z drugiej strony były też spotkania z przyjaciółmi, rozmowy nie tylko o wszystkim i o niczym, były praktyki w KAI, duchowa pielgrzymka do Santiago, no i wreszcie było też pierwsze w moim życiu doświadczenie modlitwy we wspólnocie charyzmatycznej…

Tę modlitwę trudno zapomnieć. Jakoś ciągle we mnie pracuje. Wtedy chyba naprawdę nie potrafiłem zaufać. A na pewno miałem wiele wątpliwości.  Zobaczyłem jak można się modlić inaczej. Ja chyba jestem w tej sprawie mimo wszystko tradycjonalistą… Ale… To bardzo mocno pociąga, przynajmniej mnie. Jakoś próbuję sobie z tym poradzić. Nie chcę kierować się emocjami. W zasadzie sam nie wiem…

Było w ostatnim tygodniu jakieś załamanie. Uświadomiłem sobie, jak bardzo człowiek potrzebuje modlitwy. Można wypełnić sobie dzień pracą, wieczór spotkaniami ze znajomymi. Można być na Mszy, można się modlić różańcem, brewiarzem. Ale to nie może być ciągły krzyk. A w ten bardzo łatwo wpaść. Potrzeba ciszy. Potrzeba wsłuchania się w to, co chcę sam sobie powiedzieć i co ten Ktoś chce mi powiedzieć. Krzyk słowa niszczy w człowieku wrażliwość na relację ja – On. I choć może zaspokajać w zupełności relacje typu ja – ty, bo przyciąga, bo zwraca na siebie uwagę, to jednak „ja” w tej relacji nie jest chyba do końca moje…

Proszę o modlitwę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *