Nie do końca tak

Często łapię się na myśleniu, że coś mi się należy.  Myślenie żądaniowe zaś niszczy człowieka, zabija człowieka w człowieku. Czyż bowiem, człowiek jest kształtowany przez to co otrzymuje, czy przez to, co daje, przez to co wychodzi od niego samego? Szukamy nierzadko rozwiązań, które pomogą nam ukryć prawdziwe pragnienia i znowu okazać się bohaterem. Zawsze jednak pozostaje, by stanąć oko w oko z samym sobą i móc powiedzieć: „jestem wolny”…

Niezwykle trudno jest mi przebić się przez zasłonę własnych celów i dążeń. Działać tak, bym sam sobie przypadkiem nie dyktował warunków. Ta językowa sprzeczność, chyba jednak podpowiada, że po prostu trudno o tym mówić. Trudno powiedzieć, że trzeba się zwyczajnie uwolnić od siebie, by móc działać świadomie.

W świecie ludzi dorosłych lub za takich się uważających nie ma już miejsca na dojrzewanie. Kapłan-ojciec nie stanie się nim bowiem nigdy nie będąc wpierw dzieckiem a potem zbuntowanym młodzieńcem, także na swojej drodze formacji. Dorosłość domaga się przecież fundamentu dojrzałości. W seminarium gdzie są ludzie zaraz po maturze i tacy,  którzy są już grubo po trzydziestce, trudno znaleźć ową granicę, która szczególnie dla młodych byłaby celem dla starszych zaś zapewne ideałem.

Potrzeba zaś dziś dojrzałości i razem z nią dorosłości, która budowałaby najpierw samych dorastających do kapłaństwa, a potem również tych, do których pójdą. Potrzeba ludzi prawdziwie gotowych do podjęcia tej próby a nie jeszcze dzieci czy już seniorów, którzy nigdy nie zostaną potraktowani poważnie.

Daj, bym te kolejne lata wykorzystał na dojrzewanie a nie starzenie, na pracę a nie zasłużony odpoczynek. Na obumieranie siebie a nie obumieranie życia…

3 odpowiedzi do “Nie do końca tak”

  1. Iluzja wolności (a czasem też władzy) często jest chyba powszechna właśnie tu, w seminarium. Ludzie nie zawsze traktowani są (i traktują się) poważnie, tzn. dojrzale. Często jest to albo wywyższanie się, albo odchorowywanie kompleksów. Jednak dostrzeżenie w sobie nie do końca dojrzałego, nie do końca uformowanego i nie do końca samowystarczalnego jest już wystarczajacycm kluczem do sukcesu. Nigdy nie będziemy mogli powiedzieć: formacji już mi wystarczy.
    Z drugiej strony, myślę, że nie ma co za wiele oczekiwać od formacji w seminarium. Samo bycie tu nie sprawia, że człowiek wychodzi poza swoje ciasne ramy myślenia, albo że trenuje się w umieraniu dla świata i siebie samego. Idą wakacje. Tak naprawdę chyba w tym czasie zbierzemy owoce albo dostrzeżemy chwasty, które wyrosły w seminarium (semino,-are,-avi,-atum).
    Powinni mnie docenić… Hmmm, czasem też tak myślę. Niektórzy psychologowie powiedzieliby, że jest to coś naturalnego, że czlowiek liczy na pochwałę. Czasem zastanawiam się, czy lepsi są ci, którzy tylko udają skromność i na 4 strony rozgłaszają: „Mi się nic nie należy”. Może im w ogóle nie zalezy?

  2. Nie jest sztuką rościć, wymagać, żądać. Prawdziwą sztuką jest dopiero zrozumienie – otrzymujemy dając. To dawanie najbardziej ubogaca.

    Zapraszam do siebie 🙂

  3. Myslę, że człowiek jest kształtowany i przez to, co otrzymuje i przez to, co daje.
    – Gdybyśmy wszyscy chcieli tylko dawać, nie znaleźlibyśmy biorców. Ludzie się, na szczęście, wspaniale uzupełniają. Jedem coś umie, czego drugi nie potrafi, jeden coś ma, czego drugi nie posiada. Najlepiej to widać w małżeństwie i rodzinie.
    – Własne cele i dążenia, dyktowanie sobie warunków – czy to naprawdę aż tak niesłuszne i bezwartościowe? A jesli moje dążenia nie odbiegają tak znacząco od planów tego Pana z Góry? I jesli niezgodne, to może po to, by mnie czegoś nauczyły na przyszłość?
    – Uwolnić sie od siebie? – A przecież ja składa się z wielu darów Bożych, które raczej winnam poznawać i z nich korzystać, realizowac je. To są przeciez te talenty biblijne…
    – Całe zycie dojrzewamy i często bywamy zaskakiwani. Sadzę, że Pan Bóg lubi działać z nienacka, np. niespodziewanie zaproponował raj dla skazańca z krzyża obok, albo nagle oslepił sw. Pawła.
    – A dlaczego seniorów miałoby sie nie traktować poważnie? Sporo seniorów Bog wykorzystywał i wykorzystuje do swych celow. Vide – Stary Testament.
    Ostatniego zdania w ogóle nie rozumiem – w końcu: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. A więc kochac siebie, traktowac poważnie, bo życie=miłość, tak więc miłości w moim wydaniu tyle, ile mnie samej. Przynajmniej tu na ziemi.
    Serdecznie pozdrawiam i radości życzę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *