Moda tradycyjna

Coraz częściej mam wrażenie, że świat funkcjonuje według zespołu reguł i zasad. Nie można chodzić dziś do kościoła, bo to niemodne. Jednak to dopiero wierzchołek góry lodowej, gdyż samo uczęszczanie do ośrodków kultu da się jeszcze zaakceptować. Gorzej gdy ktoś przyznaje się do swojego wyznania i podaje się za jego gorącego wyznawcę. Ciekawe jest, że zagadnienie dotyczy w większości wyznań chrześcijańskich, gdyż w naszej europejskiej kulturze wyznawanie islamu, czy buddyzmu uznaje się za „ciekawe urozmaicenie” życia w ciągłym biegu.
Wraz z XXI wiekiem przyszła także moda na aborcje- traktowane często jako bardziej sport ekstremalny niż morderstwo, pornografię, której przecież nie można nic zarzucić i wreszcie nadszedł też czas na ostateczne odrzucenie dotychczasowego skrępowania normami moralnymi. „Żyj jak chcesz!”, „Róbta co chceta!” – to jest dzisiaj trendy! Czy nie jest jednak ironią losu to, że owo nieskrępowanie tworzy dzisiaj coraz bardziej schematyczne i modelowe społeczeństwo?

Nie można robić tego czy tamtego, bo to przeżytek, za to koniecznie wypada spróbować to, to i to, bo to jest dzisiaj na czasie. Nie można podlegać żadnym zasadom, bo jesteśmy ludźmi wolnymi a wolność to największe osiągnięcie naszej cywilizacji. Respektowanie jakichkolwiek norm to wyraz słabości i zależności od innych. Tak się dzisiaj uważa deprecjonując rolę wszelkich tradycji. W rzeczywistości jednak tworzy się nowe i co najgorsze wcale nie lepsze od poprzednich. Ogranicza się człowieka pod hasłami wolnego wyboru i osobistej decyzji, która de facto jest decyzją jakiegoś idola.

Dzięki środkom masowego przekazu takie „spętanie” jest znacznie łatwiejsze niż było jeszcze kilka lat temu. Prowadzi to do tworzenia jednolitej masy społecznej, wydawałoby się, mającej jeden rozum i jedną wolną wolę. Można się oszukiwać twierdząc, że to nieprawda, że o swoim życiu decyduję sam. Może i tak jest, zawsze zdarzają się wyjątki, ale wystarczy spojrzeć na swoje życie i już bez światła jupiterów odpowiedzieć sobie na proste pytanie: „Czy ja naprawdę jestem wolny?” lub raczej „Czy moje <Ja> naprawdę jest wolne?”. Ja często odczuwam to zniewolenie, dziękuję jednak, że On pomógł mi to dostrzec. teraz trzeba „pokonać siebie”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *