Kto działa?

Wakacje szybko mijają. Jutro wracam do Warszawy po kilku dniach spędzonych na wsi – zaczynam praktyki w jednej z warszawskich parafii. Rok temu o tej porze byłem gdzieś pod Poznaniem wraz z przyjaciółmi, z którymi chcieliśmy zwiedzić Francję mniej znaną. Z tej krótkiej początkowo trasy, powstało z czasem ponad 7000 kilometrów nieznanych dróg i ponad 3 tygodnie niezwykłych dni…

Ale wracam do meritum. Kilka dni temu wróciłem z rekolekcji dla chłopaków z kursu lektorskiego. Pomagałem przy ich prowadzeniu już po raz trzeci (czyżby ostatni?). Dwanaście miesięcy czekam na ten tydzień. Nie wiem dlaczego, ale zawsze przynosi mi on wiele radości i spokoju. W tym roku też witałem chłopaków z dużą dozą optymizmu. Nie pomyliłem się – faktycznie odpocząłem przez tych kilka dni. Ale… no właśnie – nie wszystko poszło tak, jak to sobie pierwotnie zakładałem.

A jakie było założenie? Że pomogę chłopakom przeżyć najlepsze rekolekcje w ich życiu, które może coś w nich zmienią, może nie, ale które z pewnością zapamiętają na długo. No tak… Nie planowałem raczej sam w te rekolekcje wejść. Miały być grupki dzielenia, gdzie będę robić za animatora na uboczu, który tylko inicjuje jakąś rozmowę, miała być wieczorna adoracja, na którą miałem przychodzić jedynie sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, czy nikogo nie brakuje… Tak miało być. Ale Ktoś zrobił mi niezłą niespodziankę.

Wielokrotnie chłopaków za coś upominałem, coś im tłumaczyłem. Gdy się później nad tymi słowami zastanawiałem, to pomyślałem – dlaczego sam nie robię tego, o czym im mówię?! Łapałem się na tym niemal na każdym kroku i w końcu trzeba było coś zmienić… Nie warto wyręczać Boga w tym, co robi naprawdę nieźle. Raczej trudno z Nim konkurować w jakiejkolwiek dziedzinie… I tak, to ja przeżyłem jedne z najlepszych rekolekcji w moim życiu. Po cichu mam ciągle nadzieję, że nie tylko ja… Może nie były one takie typowo seminaryjne, tzn. z ciągłym milczeniem, masą konferencji i ciągłym ziewaniem, ale czułem z całą pewnością, że Ktoś tam naprawdę działał. I to z pewnością nie byłem ja…

Chłopaki zafundowali mi, może nieświadomie, ale super rekolekcje. Najbardziej dziękuję wspomnianej już grupce, która mnie trochę w tych dniach prowadziła. Pozwólcie, że wymienię Was z imienia – może kiedyś się to jeszcze przyda – dzięki dla Piotra, Pawła, Kuby, Jacka, Ernesta i Tomka. Cóż były ofiary tych duchowych manewrów – Piotrek musiał wrócić już czwartego dnia z powodu złamanej nogi, ale za to przed wyjazdem dał mi jeszcze naprawdę mocne świadectwo tego, że czasem warto zaryzykować i czegoś spróbować nawet wtedy, gdy kompletnie nie widzi się w czymś sensu… I że trzeba ciągle czuwać, bo nigdy nie wiadomo, co czeka nas jutro.

Ze swoją grupką zżyłem się najbardziej, ale każdy z 32 młodych facetów jakoś zostanie w mojej pamięci. Bóg działa tak, jak chce. Chcielibyśmy czasem pomóc w planowaniu naszego życia, ale On i tak zrobi po swojemu. Zwykle wie jednak lepiej, co naprawdę dla nas dobre… Jeszcze raz wielkie dzięki dla Was wszystkich!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *