Krzyż

Krzyż. A na nim Człowiek. Człowiek, który został skazany na śmierć za to, że Go nie zrozumiano. Za to, że stał się bezimiennym Bogiem. Za to, że nie bał się głośno mówić, tego, o czym inni woleliby milczeć. Umarł, bo był słaby – Jego wpływy znikły, więc stał się bezużyteczny. Ci, którym uwierzył, zdradzili, bo znajomość z Nim przestała być opłacalna. Trzeba Go wymazać z pamięci, trzeba pozbyć się Krzyża, bo przypomina o Tym, który pociągnął za sobą ludzi a ci się na Nim zawiedli. Nie dał im pieniędzy, nie dał zdrowia ani sił. Nie dał im popularności czy władzy. Dał siebie. Jak na XXI wiek to stanowczo za mało…

Znak Wolności musi zniknąć w imię wolności. Ten, który zaproponował nowe myślenie, nie mieści się w wyzwolonym myśleniu współczesnych. Czyżby z wolnością przesadził? Wolność od uprzedzeń, od nienawiści, od siebie…?  Dzisiaj wystarczy wolność od drugiego człowieka. Propozycja sprzed wieków jest zbyt daleko idąca. Kłóci się z nowym projektem człowieka jako istoty myślącej a zatem samowystarczalnej. To bowiem samowystarczalność i pozbawiona błędów autorefleksja może liczyć dziś na określenie mianem wolności. Kto nie potrafi uwolnić się od drugiego człowieka, ten umarł. To też było przyczyną Jego śmierci. Za bardzo zaufał, za bardzo uwierzył, za bardzo pokochał…?!

I choć zniknie ze ścian, będzie wołał. „Wstań, który śpisz i powstań z martwych!” Powstań ze śmierci swej ograniczonej wolności, powstań ze zniewolenia wolnością! Współczesne nurty liberalizujące mają to do siebie, że trudno je zrozumieć i łatwo się w nich zagubić. Jest przecież tak wiele możliwości! Niestety nie da się tych możliwości zweryfikować – zaakceptować lub odrzucić, bo każda z nich ingeruje w inną i w ten sposób z możliwości czyni prawo. Uporządkowany zbiór norm, które mają dać człowiekowi wolność. I faktycznie porządkują życie, ale obiecanej wolności nikt nigdy nie odczuł. Bo jak poczuć wolność, gdy jest się zniewolony przez nią samą? Czy to wówczas jeszcze wolność czy też jakaś forma strachu przed nią?

Potrzeba, żeby umarł. Żeby jak wtedy nastała cisza śmiercionośnego snu. Żeby wszyscy zrozumieli, że był Człowiekiem. Nie poddał się śmierci, choć wszyscy na to liczyli. Był wolny. I przypomina z tego samego Krzyża – nie ma wolności bez człowieka, nie ma wolności bez doświadczenia niewoli, nie ma wolności bez zmierzenia się ze sobą i swoim życiem. Bez podjęcia walki o swoją wolność, która rodzi się tam, gdzie nikt jej nie widzi. Bez podjęcia swego krzyża…

2 odpowiedzi do “Krzyż”

  1. Tak Jezus umarł, za nas, chociaż mógł zejść. Ale został. Z miłości dla nas. Wiem, że to głupio brzmi, bo Jezus to nie Ania z Zielonego wzgórza. Ale człowiek nie umie za to podziękować. Nie dżwiga swojego krzyża. Bo po co? Łatwiej zapomnieć o Jezusie, żyć łatwo, szybko. Oby ludzie starali się brać swój krzyż i żyć z Jezusem. Zapraszam przy okazji na mojego bloga, o podobnej tematyce : http://drzewozycia.wordpress.com/

  2. Nie mógł zejść – ten kto pokochał nie ma możliwości, by tego kogo pokochał porzucić. On zdecydował się na Krzyż nie ze względu na „nas”, lecz ze względu na mnie, ze względu na relację jaką ma do mnie. On nie woła przecież do bliżej niezidentyfikowanego tłumu, tylko do konkretnego „ja”.

    Czy o tym co zrobił da się zapomnieć? Chyba nie, ten kto Go poznał nie zapomni, nawet gdyby bardzo chciał. Pozornie łatwe i szybkie życie jeszcze bardziej zmusza do myślenia o Nim, choć niejednokrotnie tego myślenia się wypieramy. Bierzemy Krzyż ale nie chcemy tego tak nazywać. Krzyż to dziś znowu drzewo hańby.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *