Jeszcze raz o sensie

Rozmawiałem z nim tylko raz. W zasadzie nie była to rozmowa, tylko krótka wymiana słów. Już wtedy poruszał się z trudem, opierając się o konstrukcję ułatwiającą chodzenie. Pomogłem mu wtedy wejść po schodach. Tylko wtedy byłem z nim sam na sam…

Teraz leży schorowany, tak naprawdę, czekający na śmierć. Wszystko co robi z całą pewnością sprawia mu ogromny ból. A w tym bólu nie cofnął się ani o krok, nie zawahał się, nie poddał. Ból umierania… Paradoksalnie choć człowiek musi się żegnać z tym światem, zostawić tylu ludzi, tyle wspomnień, to jeszcze do tego cierpienie, wyczerpanie… Jest mi wstyd. Nie odwiedziłem go ani razu i najprawdopodobniej nie odwiedzę. Nie odwiedzę, bo jestem głupim egoistą, któremu dobrze tak jak jest, który nie chce się wyrywać. Bo przecież tyle zajęć na głowie, tyle obowiązków. Zawsze znajdę odpowiednią wymówkę…

Ostatnio zastanawiałem się nad sensem. Próbowałem udzielić odpowiedzi czym jest dzisiaj, że jest tylko wartością czysto materialną. Kolejne dni schodziły na rozmyślaniu jakby ten temat rozwinąć, co dodać, co dopowiedzieć. Chciałem w końcu podać definicję, wzór, receptę.

Słuchając konferencji mojego ojca duchownego mogłem się tylko z tych swoich „zabiegów” roześmiać. Byłem naiwny, znowu się pomyliłem. I to jak bardzo się pomyliłem! Nie wszystko da się sprecyzować! Nie wszystko da się określić i zdefiniować. Jeżeli spróbowałbym podać definicję sensu, to tak naprawdę wpadłbym w pułapkę wartościowania sensu, którą ostatnio tak krytykowałem.  Chciałem mu nadać wprawdzie wartość intelektualną, ale czym w tym przypadku wartość intelektualna różni się od materialnej?

Określić sens. W tym momencie kojarzy mi się scena młodego chłopca łapiącego powietrze w butelkę. Złapał, napełnił ją „po brzegi”. Tylko jak pusta to butelka! Jak wiele jeszcze powietrza wokół. Powietrza, którego nie widać, nie czuć…

Ten umierający człowiek pokazał mi- bez żadnych słów, bez spotkania czy rozmowy- że nie na każde trudne pytanie znajdę odpowiedź. A już na pewno nie znajdę jej szukając w sobie i w swoim małym świecie ograniczonym terminarzem i zadaniami „na wczoraj”. Jednocześnie upewnił mnie, że sens jest. Jest w życiu i jest w umieraniu z uśmiechniętą twarzą łamaną grymasem bólu człowieka, której nigdy nie widziałem.

Jedna odpowiedź do “Jeszcze raz o sensie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *