Jestem chrześcijaninem!

Mam dość mocne przekonanie, że na naszych oczach dokonuje się coś ważnego, do czego przez dłuższy czas będziemy wracać. Chodzi mi przede wszystkim o wizytę patriarchy Cyryla i podpisany w piątek dokument. Zbiegło się to z kolejną rocznicą mordu brata Rogera z ekumenicznej wspólnoty w Taizè. A podpisane porozumienie ma właśnie wymiar głównie ekumeniczny. Z jednej strony chodzi w nim przecież o tworzenie mostu między religiami, a z drugiej – między narodami i ich dość zagmatwanymi historiami.

Kościół silny, to Kościół mówiący jednym głosem – głosem Chrystusa. To, co obserwujemy dziś w mediach, na ulicach a nawet w swoich domach niejednokrotnie domaga się od nas chrześcijan zdecydowanego sprzeciwu. Ale nie możemy się wzajemnie przekrzykiwać, próbując dojść do głosu we własnym gronie – potrzeba jedności. Brat Roger już ponad pół wieku temu opowiedział swym braciom i wielu młodym ludziom z całego świata przypowieść o wspólnocie. O wspólnocie, która jest możliwa, gdy tylko odrzuci się na bok własną dumę i przestanie się patrzeć wyłącznie na własne problemy. Tak blisko jest drugi, który jest wart tego, by z nim rozmawiać, by z nim być…

Obok wizyty Cyryla są jeszcze inne dwa wydarzenia – proces kobiet, które w proteście przeciw władzy śpiewały antyputinowską piosenkę w cerkwi oraz inne, które w poparciu dla tych pierwszych, ścięły pamiątkowy krzyż, upamiętniający ofiary NKWD. I te dwie sytuacje są ważne. Pokazują, że coraz bardziej zatracamy sens prawdziwej wolności. Bo, co to za wolność, która jednych wyzwala a drugich poniża? Nie wiem, jak odebrali to inni, ale dla mnie szczególnie scena upadającego krzyża, ścinanego piłą mechaniczną była co najmniej bolesna. Dlaczego chrześcijanie mają obrywać za polityczne gierki, za populistyczne wybryki i medialne happeningi? Jeżeli cerkiew prawosławna w Rosji jest przez niektórych uznawana za upolitycznioną, dlaczego ten zarzut pada na wyznawców, którzy zwykle nawet nie za bardzo wiedzą o co chodzi? Kto zawinił? I nie chodzi o to, by teraz zrzucać odpowiedzialność z jednego na drugiego, ale o to, że nam też należy się wolność!

Nie wyjdziemy jednak zapewne na ulice i nie będziemy burzyć pomników stawianych gwiazdom show-biznesu i innym celebrytom, którzy nie boją się przed milionami śmiać się chociażby z Matki Bożej. Bo i po co? Ale ja z pewnością nie będę się wstydził wyjść na ulicę w koloratce, nawet jeżeli jest to coraz bardziej niepopularne. Nie wstydźmy się Chrystusa, nie wstydźmy się naszej wiary. Nawet w tych najprostszych gestach.

W tym kontekście owa potrzeba jedności między nami jawi się w zupełnie nowym świetle. Stoją przed nami coraz większe wyzwania. Jeżeli chcemy odpowiedzialnie stawić im czoła, potrzebujemy jedności. Módlmy się o nią. Wspólnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *