Jest Ktoś blisko

Jedną z największych tajemnic, na razie dla mnie nierozwikłaną jest Czyjaś obecność, którą po przekroczeniu furty seminaryjnej odczuwam coraz mocniej. Przekraczając mury domu formacyjnego wchodzi się w jakąś sferę przepełnioną mistycyzmem, magią. Nie wiem, może tylko ja to tak odczuwam? W każdym razie, niemal stale ma się poczucie czyjegoś działania. Seminarium jest miejscem, w którym dojrzewają powołania, w którym klerycy przygotowują się na posłanie przez Następcę Apostołów – Biskupa i naznaczenie nieusuwalnym piętnem Ducha Świętego. Ale ten Duch działa nie tylko dopiero w czasie święceń! Największym błędem wielu wierzących, jest dziś próba zamknięcia tego co niepojęte i z definicji nie do objęcia w żadnym kształcie, w materii. Próba sprowadzenia  rzeczywistości niebiańskiej na ziemię do figurek, obrazków, książek. Ma to swój sens, który w pełni ukazuje się w czasie przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, ale nie można jednocześnie zapominać, że ten Ktoś działa niezależnie od tego, czy uda się nam Go „złapać”, „uwięzić”. I na tym polega między innymi jego ciągłe JEST.

Kiedy przychodzi zwątpienie, moment słabości,  człowiek zwykle czuje się samotny, opuszczony. Wydaje mu się, że nikt się nim nie interesuje, że jest tysiące ważniejszych spraw, niż jego problem. Najchętniej schowałby się wtedy, tak by nikt nie mógł go znaleźć. I to jest właśnie paradoks, że w osamotnieniu, nie szukamy wsparcia drugiego człowieka, ale przeciwnie, mając poczucie zranienia, próbujemy jeszcze od tej drugiej osoby uciec.

Było to zaraz po rozpoczęciu roku akademickiego- październik, może listopad- na zewnątrz, jak to zazwyczaj o tej porze roku- szaro, mokro.  Takie było też wtedy moje wnętrze. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, do kogo zwrócić się o radę. Nie miałem jeszcze osoby na tyle zaufanej, żeby móc się jej zwierzyć ze swoich wątpliwości, problemów. W końcu zdecydowałem się pójść do kaplicy.  Może zabrzmi to zabawnie, banalnie, ale tego dnia chyba po raz pierwszy w seminarium, może po raz pierwszy w życiu, doznałem trudnej do opisania obecności Kogoś. Bez słów, bez gestów. Gdy wychodziłem z kaplicy, czułem się już innym człowiekiem. Pogoda za oknem wprawdzie nie uległa zmianie, ale dla mnie świat nie był już tylko szary. Tę bliską obecność czuję ostatnio coraz częściej. Czy to moje uzurpacje? Nie wiem. Wiem jedno- jest Ktoś blisko…

Ty, który jesteś
byłeś, będziesz.
Przeniknij mnie.
Wejdź tam
gdzie nikt już
wejść nie chce.

Przyjdź.
Jak kiedyś
do tych którzy
czekali
w ukryciu…

Przeniknij mnie
chodź już dawno
zamknąłem się
przed Tobą.

Przyjdź.
Tak ja tylko
Ty potrafisz.
Nie w niepokoju
lecz w lekkim powiewie.

Przeniknij mnie
o Tajemnicze Tchnienie.

Przyjdź…
i zostań.

Jedna odpowiedź do “Jest Ktoś blisko”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *