Jedność – w pojedynkę nie da rady…

Trwa Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Czy o jedności można dziś tylko mówić, dyskutować i dywagować? Kościół katolicki głośno nawołuje do ekumenizmu, ale czy jest w stanie zrobić krok naprzód i słowa zacząć przemieniać w czyny? Jak ma się do tego – powiedzmy krótko – sceptyczna postawa innych Kościołów chrześcijańskich? O jedności słyszymy dużo. Każdy Kościół sobie. A tu w pojedynkę nie da rady!

Im dłużej przyglądam się różnym działaniom ekumenicznym, tym większa wydaje mi się przepaść między dwoma skrajnymi postawami w dialogu. Jedna – daje prosty sygnał, że na ekumenizmie jej nie zależy i raczej nie będzie się w to „bawić”, druga – ekumenizm jest OK, ale po naszemu, czyli dialog kończy się wtedy, gdy ktoś się z nami nie zgadza. Na tym raczej ciężko budować…

Jedność wymaga obecności drugiego człowieka. Samemu jedności się nie zbuduje! Takie myślenie byłoby skrajnie egoistyczne. Już w raju Adam i Ewa zostali zwiedzeni iluzją pełnej autonomii. Chcieli być wolni od wszystkiego i wszystkich, niezależni – okazało się, że zostali sami, obcy sobie, światu i obcy wobec Boga. I tak bardzo niezależni, potrafili jedynie zrzucać na siebie nawzajem winę. Nie rozmawiali ze sobą, aż Bóg „zmusił” ich do tego, wyrzucając ich z raju…

A wśród chrześcijan – czyja jest wina? Katolików, luteran, prawosławnych? Kto jest tym złym? Kto zjadł owoc z drzewa rozpadu i kogo nim skusił? Dokąd prowadzi ta dyskusja? Czy Bóg i nas będzie musiał wygnać z raju, w którym o ekumenizmie w ogóle możemy mówić, w świat pełny cierpienia ateizmu i bólu laicyzacji?

Nie chodzi o to, żeby teraz szukać kompromisu, który na pewno będzie krzywdzący dla nas lub dla nich. Przestańmy mówić „my” i „wy”, ale traktujmy się jak bracia! Nie ma już Żyda ani Greka, niewolnika ani człowieka wolnego; nie ma już prawosławnego ani luteranina, katolika ani adwentysty – wszyscy bowiem jesteśmy napełnieni tym samym Chrystusem, który woła w NAS do Ojca „Aby byli jedno”. Możemy się razem modlić do naszego Boga, który wysłuchuje tych, którzy zgodnie o coś proszą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *