Jako bogowie

Świat zawsze wielkich aspiracji. Świat, który zapomniał, co to dobro, zamieniając jego znaczenie na nowomodne słowo ‚sukces’. Świat ludzi, którzy nie mają już Boga, bożków. Sami są dla siebie bogiem, bo są wolni swą wiedzą niemającą żadnych granic. Ostatnią przeszkodą był drugi człowiek, ale ten stracił znaczenie wtedy, gdy „okazało się”, że samowystarczalnej jednostce nie potrzeba nawet miłości.

Czyż bowiem drugi człowiek nie jest tylko e l e m e n t e m, który na wszelkie możliwe sposoby pozwala nam zaspokoić siebie? Najpierw strach niewiedzy, chwilę potem środki potrzebne do życia, pożądanie aż w końcu człowiek-podmiot staje się wybredną bestią, która szuka doznań wyższych. Szuka samorealizacji, szuka przyjemności, ale przyjemności, która nierzadko opiera się na gniewnym żądaniu „panem et circenses„. Niszczy tym samym drugiego, manifestując swą siłę, którą nazywa wiedzą, którą nazywa doświadczeniem…

Zaczyna zabijać pewnością własnych racji, które są wszak argumentami samego boga! I wiedziony pozorem satysfakcji, udziela rad, które jego mają prowadzić do samozaspokojenia a w których drugi jest elementem wtórnym, statystycznym błędem.

Bóg jest wierny.

11 odpowiedzi do “Jako bogowie”

  1. A my w Jego naśladowaniu słabi jesteśmy – słabi w ogóle i niewierni, wobec siebie i wobec Niego. Ale ciągle staramy się wmówić – sobie, ludziom naokoło – że On jest niepotrzebny.

  2. Pytanie jest o tyle ciekawe, że nikt nigdy nie próbował tego robić. Bo chociaż są próby życia bez Boga, to jednak każdy wierzy, czy może raczej „ma” jakiegoś boga.

    Czy człowiek bez boga jest zły… Gdzie ma szukać wówczas norm moralnych? Doskonałym komentarzem jest tu chyba sytuacja Adama i Ewy z raju…

  3. No właśnie i to jest to! Czyli uważasz, że człowiek musi mieć ustalone nakazy moralne np „nie zabijaj” bo inaczej nie będzie wiedział co jest dobre a co złe? Ja nie mam żadnego boga i nie wierzę! I żyję bez tego. Jeśli ktoś spełnia nakazy narzucone przez kogoś to uważam że nie jest to moralność. Moralność jest wtedy gdy człowiek sam odróżnia dobro od zła. Nie potrzeba do tego boga.

  4. Ja nie wierzę i nie mam swojego boga. Uważam, że człowiekowi nie są potrzebne żadne nakazy. Sam powinien wiedzieć co jest dobre a co złe.

  5. Napisałeś/aś „Czyli uważasz, że człowiek musi mieć ustalone nakazy moralne np „nie zabijaj” bo inaczej nie będzie wiedział co jest dobre a co złe?” Kto zatem ma dokonywać weryfikacji przyjętego przez Ciebie zestawu reguł i norm? Jeżeli ludzie – jak są w stanie to czynić skoro, mogą mieć własne zasady, z którymi Twoje będą stały w sprzeczności? Jeżeli ty sam/a, to w tym momencie definiujesz siebie jako boga właśnie. Tak samo, jeżeli tej weryfikacji nie ma – istotą, która nie podlega żadnym normom jest właśnie bóg.

  6. Każdy człowiek sam ma dokonywać weryfikacji przecież chyba powinien wiedzieć co jest dobre a co złe. Zakłądasz, że jeśli nie ma boskich nakazów to każdy robi co chce, to by znaczyło że większość ludzi uznaje zabijanie za dobre ale tego nie robi bo im to zabrania bog. Czyli wszyscy ludzie są wynaturzeni i tylko boskie nakazy mogą ich od tego odwieść, bardzo ciekawe myślenie. Oczywiście są religie które zmuszają do zabijania ale o tym lepiej nie wspominać.

  7. Bardzo dobrze, że dopisałeś „chyba” przy „powinien wiedzieć”. Pachnie Kantem. W swojej wypowiedzi mylnie deklarujesz pojęcie nakazu w jakiś sposób stanowionego przez pryzmat nakazów (typu zabijanie), które wynikają z prawa naturalnego. Każdy człowiek wszak dąży do zachowania swego życia i przedłużenia gatunku. Oczywiste jest zatem, że wie, że pozbawienie życia drugiego człowieka nie jest czynem dobrym – rozpoznaje go jako zły moralnie. Jest to niejako wszczepione każdemu od urodzenia.

    Poza tym generalizujesz – piszesz np. że wszyscy ludzie są wynaturzeni wg opisanej przez Ciebie „mojej” koncepcji. Tymczasem prawda jest zgoła inna i nie musisz mnie do niej przekonywać to widać w wielu ludziach dobrych, z którymi żyję, z którymi rozmawiam. Ja wcale nie sugeruje Ci Boga chrześcijan, choć uważam i wierzę, że On nie ogranicza a wyzwala. Mówię, że masz boga niezależnie jakbyś się przed nim bronił. Jak przeczytałem na Twoim blogu jesteś ateistą. Dokładniej można byłoby powiedzieć, że reprezentujesz typ ateizmu określany jako postulatorski, czyli taki, który pomija Boga czy bóstwo dla rozszerzenia własnej wolności. W tym wypadku człowiek chce, choćby podświadomie, wejść w rolę Boga. Uważa, że dopiero wtedy będzie wolny, bo Bóg go ogranicza, narzuca mu coś. Tymczasem jest zgoła przeciwnie. Bóg nigdy nikomu nic nie narzucał. Wspomniany przez Ciebie przepis Dekalogu został wszak przez Żydów dobrowolnie przyjęty. Ja podobnie – nie przyjąłem jakiejś puli nakazów, dlatego bo musiałem, tylko dlatego, że chciałem, że uznałem to za dobre. Ale nie w tym rzecz.

    Jeżeli uznajesz się za ostatecznego weryfikatora własnych czynów, jeżeli sam ustalasz zasady i sam regulujesz ich przestrzeganie, jeżeli jesteś pozornie przez nic nieograniczany, to czyż nie definiujesz wówczas siebie, człowieka, jako boga? I nie chodzi tu o to, że człowiek sam nie jest w stanie ocenić przyjętych przez siebie czynów. Jest przecież wyposażony w sprawności intelektu i woli, które mu na to pozwalają. Ale one muszą zostać uaktualnione, tzn. muszą się pojawić. I nie pojawiają się bynajmniej na gruncie własnych poglądów, wówczas byłyby bowiem po prostu defektywne.

  8. Bez Boga żyć można, owszem. Już nie raz próbowałam i nadal się przed Nim bronię, ale co to za życie? Beznadziejne – to za małe słowo…
    Człowiek lubi sam sobie być bogiem, panem swojego życia. Uważa, że wtedy może być prawdziwie wolny, ale to jest złudna wolność… Nawet nie zauważa, jak szybko może wpędzić się w tzw. „bagno”, z którego wydostać się jest strasznie trudno…
    Dekalog to dla mnie nie tyle co nakazy P. Boga a przestrogi, które ukazują człowiekowi prawdziwe życie.

    Pozdrawiam Cię! 😉

  9. Nie ja nie rozpoznaje, że zabijanie jest złe bo pozbawia możliwości przedłużenia gatunku. To jest niedostateczne tłumaczenie, dlaczego nie można zabijać. Ozaczałoby to, że inne istoty można zabijać do woli. Nie rozumię po co miałby być jakiś weryfikator? TO tak naprawdę nic nie zmienia – jedynie tłumaczy grzech przed samym sobą. Jeśli komuś jest potrzebny weryfikator to chyba po to żeby wytłumaczyć własne przewinienia. Jeśli ktos rozumie, że kazda istota jest unerwiona i czuje ból to nie zadaje go, bo sam wie czym jest cierpienie. In vitro to zło gdyz zabija komórki, które nie mają nawet układu nerwowego i nie czują nic. Kiedy do woli można przeprowadzac badania na zwierzętach, które maja w pełni wykształcony układ nerwowy i czują ból.

  10. Odnośnie zabijania – nie chodzi tylko o podtrzymanie gatunku – wówczas okazałoby się bowiem, że człowiek podległy jest tylko swej popędliwości i utylitarnym żądzom. Człowiek jest z natury w ogóle ukierunkowany na życie. Chce żyć.

    Odnośnie weryfikacji – niestety nie ma ludzi idealnych, nie ma ludzi, którzy żyliby według norm doskonałych. Jest to ogólne stwierdzenie obok, którego oczywiście mogą pojawiać się wyjątki, np. Kościół katolicki czci ludzi świętych jako tych, którzy osiągnęli pewien poziom doskonałości moralnej i żywej relacji z Bogiem. Tymczasem normalne jest że człowiek się myli, że jego sumienie może być niewłaściwie uformowane, czego dobrym przykładem mogą być chociażby osoby twórców ideologii totalitarnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *