Groźba egocentryzmu

Wczoraj uświadomiłem sobie dwa zagrożenia jakie niesie ze sobą czas formacji seminaryjnej. Po pierwsze to całkowita obojętność na problemy współbraci. Można żyć obok siebie, uśmiechać się, razem pracować i być tak zafascynowanym sobą, że nie zwraca się uwagi na to co dzieje się tuż obok. Liczy się tylko moje powołanie, tylko moje troski, jakie znaczenie ma drugi człowiek- niech robi ze swoim życiem co mu się podoba, to nie mój interes. Całkowicie przypadkowa rozmowa sprawiła, że z oczu spadły mi klapki i zrozumiałem, że uśmiech na twarzy wcale nie oznacza braku kłopotów. Często jest wprost przeciwnie. Udawany pogodny nastrój może być jakąś formą ucieczki przed pytaniami, drążeniem kwestii, do której ktoś nie chce wracać. Chciałby o niej zapomnieć a już w ogóle najlepiej byłoby, gdyby się to nigdy nie zdarzyło. A ja? Pogrążony w potoku własnych pragnień, celów, śmieję się z tym kimś, nie zdając sobie często sprawy, że to dla niego śmiech przez łzy.

Drugie zagrożenie? Też związane jest z karmieniem swojego ego. Chodzi o próbę narzucenia innym swojej duchowości, swojego stylu życia, modlitwy. W końcu, kto modli się lepiej niż ja? Mało istotne jest co myśli drugi człowiek, ja chcę, żeby on zachowywał się tak jak ja. Żeby tak jak ja klęczał, tak często jak ja przebywał w kaplicy. Skoro ja mogę to czemu nie on? Czemu on nie wie, czego ja chcę? Czemu ma inny sposób na życie? Czemu nie myśli tak jak ja? I tylko „ja, ja, ja”…

Według mnie jest jeden bóg.
Wiele jest do pana dróg.
Nie szukaj daleko,
za mną pójdź do niego!

Ścieżkę wskażę prawdziwą-
– jedyną właściwą.
Bóg u jej kresu-
– Ja wśród bezkresu…

Jedna odpowiedź do “Groźba egocentryzmu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *