Formacja

Od ponad roku jestem w seminarium. Jeżeli wytrwam i będę gotowy, za cztery miesiące założą mi sutannę. Później jeszcze co najmniej cztery lata ciężkiej pracy nad sobą w seminarium i znacznie trudniejszej po opuszczeniu go. Mówią, że człowiek pracuje nad sobą całe życie…

W seminarium pracuje nade mną jeszcze grupa innych ludzi. Można by zatem rzec, że mam szczęście, bo nie jestem zostawiony sam sobie, lecz są osoby którym zależy na moim człowieczeństwie. Czy człowieka może jednak uczłowieczać drugi człowiek? Czy druga osoba może ingerować w ten proces, tak bardzo intymny, tak ściśle związany ze mną?

Trud formacji leży przede wszystkim w moich rękach. Uświadomić to sobie to chyba najtrudniejsze w ciągu pobytu w seminarium zadanie. Człowiek jest bowiem istotą, która, choć nie chce tego przyznać, szuka zniewolenia, jednocześnie pragnąc zachować pozór zewnętrznej autonomiczności. Nie chodzi tu bynajmniej o zniewolenie woli wolnej, lecz o kajdany założone na świadomość siebie. Żyjąc w zamkniętym środowisku taka rezygnacja ze swej wolności staje się czymś pociągającym, co może rozwiązać wszystkie problemy, co pozwoli zapomnieć o swoich brakach i wadach. Już nie ja ponoszę za siebie odpowiedzialność lecz ten, kto nałożył na mnie ograniczenia, kto zakuł mnie w kajdany. Moda na „umywanie rąk” przetrwała ponad 2000 lat.

Jaka jest zatem rola formatorów seminaryjnych? Czy mają występować jako ci, którzy pozwalają na wszystko, czy jako strażnicy „praw i moralności”, których ulubionym czasownikiem jest „powinien”? Nie można powiedzieć, że odpowiedź leży pośrodku, nie ma bowiem nic gorszego jak niekonsekwencja. Wydaje się, że tak postawione pytanie wychodzi przede wszystkim z błędnego założenia. Formator nie powinien być „obok” lecz nade wszystko być „dla”. Nie może pełnić roli nadzorcy, który od czasu do czasu zamienia się w snajpera czy szpiega. Wówczas nie tylko nie pomoże formowanym, ale istnieje ryzyko, że i sam sobie zaszkodzi. Być „dla” oznacza być opiekunem wzrostu osoby w drugim człowieku.

Formatora można moim zdaniem porównać do garncarza. Z gliny – materiału niezwykle modalnego – wyrabia on piękną ceramikę. Gdy obraca garncarskim kołem kształt powstającego przedmiotu zależy od delikatności jego rąk. Jeżeli będzie nimi szamotał, trząsł to glina szybko znajdzie się na podłodze. Jeżeli będzie zbyt ostrożny, kawałek gliny nie zmieni swej formy i nie powstanie nic. Efekt pracy garncarza łatwo można sprawdzić. Najpierw próba ognia – jeżeli ścianki naczynia są zbyt delikatne lub odpowiednio zbyt grube to w czasie wypalania w piecu rozkruszą się. Jeżeli naczynie przetrwa tę próbę czeka je spotkanie z człowiekiem, który dany przedmiot kupi. Może mu się spodobać lub nie, może mu służyć wiele lat lub kilka dni. Czy nie widać tu podobieństwa do młodego księdza na pierwszej po święceniach parafii?

Na koniec chciałem się wreszcie zastanowić czemu formacja ma służyć. Jedni mówią, że uświęceniu, inni, że ma być drogą do doskonałości. Czy jest to jednak osiągalne? Czy seminarium jest fabryką, która z grzesznika uczyni człowieka świętego? Czy da się w ten sposób zmazać osobę w człowieku? Nie chciałbym trafić w seminarium na opiekunów, którzy żądaliby ode mnie świadectwa świętości czy doskonałości. W rzeczy samej oba te pojęcia sprowadzają się bowiem prędzej czy później do tego samego- do spełniania czysto ludzkich oczekiwań. Seminarium, jak wskazuje sama nazwa wywodząca się od łacińskiego seminas – ziarno, winno być moim zdaniem miejscem zaszczepienia w człowieku tego Kogoś komu chce on poświęcić życie. Bez takiego fundamentu można być w seminarium ateistą, a opuszczając je stać się zagorzałym antykatolikiem. Zasiać tego Kogoś to starać się pokazać Go chociaż w części takim jakim jest. Pokazać, co On zmienił w moim życiu jako kapłana. Czy klerykowi potrzeba bardziej dyscypliny czy Boga?

Jeżeli kogoś próbuje się kontrolować, podglądać on zawsze będzie się tylko bał, nawet podświadomie. To nie służy atmosferze ciszy i skupienia. Nie sposób wówczas zadać sobie pytanie „Co ja tutaj robię?”, „Czego od tego miejsca oczekuję?”. Za to wciąż są wyrzuty i wątpliwości „Tego nie zrobiłem”, „O tamtym zapomniałem”. Tak i faktycznie o Tamtym się wtedy zapomina!

Co zatem można zrobić? Krytykować? Oskarżać? Wyśmiewać? Tak można robić to wszystko, tylko czemu to ma służyć? Czy w ten sposób się formuję?

Pozostaje prosić tego Kogoś by ten ktoś, którego posłał by odmienić moje życie, miał w sobie owe Ziarno bez którego nic nie wyrośnie. Prosić dla niego o wrażliwą dłoń, która nie zniszczy a ulepi ze mnie „nowego człowieka”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *