Ekumenizm po francusku?

Już ponad tydzień od zakończenia Europejskiego Spotkania Młodych organizowanego przez wspólnotę braci z małej francuskiej wioski – Taizé. W tym roku 40 tysięcy młodych ludzi przyjechało do Rzymu. Wieczne Miasto już dawno przestało być stolicą chrześcijańskiej Europy. O ile w ogóle ktoś jeszcze pamięta, że Europa kiedyś była chrześcijańska… Tymczasem przyjechały tu tłumy, które – wprawdzie na różne sposoby, ale jednak – uznają w Chrystusie kogoś więcej niż tylko legendarnego herosa moralności.

Wyjechałem spod Warszawy 27 grudnia. Do przejechania było ponad 2000 kilometrów, co daje jakieś 25 godzin spędzonych na niezbyt wygodnym autokarowym fotelu. Po przyjeździe zastała nas typowo włoska atmosfera przy rejestracji – na La Sapienza byliśmy do wieczora, ale koniec końców było warto – po dopełnieniu wszystkich formalności można było ruszyć na pierwszą wspólną modlitwę. Wieczorne spotkania w rzymskich bazylikach to było coś doprawdy niezwykłego! Z pewnością było inaczej niż w poprzednich latach, gdzie spotkania odbywały się w olbrzymich halach, wielu zresztą za tym tęskniło… Ale siedząc na zimnej, marmurowej posadzce w kościele pełnym ludzi – katolików, prawosławnych, protestantów i innych – sięgając do początków owych świątyń, powstałych zwykle jeszcze przed podziałem wśród chrześcijan, atmosfera była już nie tyle fantastyczna, co raczej… mistyczna. A co się działo na spotkaniu z Benedyktem? Miałem dreszcze, gdy Brat Alois – przeor wspólnoty – wypowiadał do papieża słowa:

To, co nas łączy, jest mocniejsze niż to, co dzieli: ten sam chrzest i to samo Słowo Boże łączą nas. Przyszliśmy dzisiejszego wieczoru świętować z Tobą, Ojcze Święty, tę jedność, rzeczywistą, nawet jeśli nie jest to jeszcze jedność pełna. Kiedy patrzymy razem na Chrystusa, staje się ona coraz głębsza.

Niektórzy pytają, czy jest możliwy dziś dialog międzyreligijny, czy można mówić o prawdziwym ekumenizmie? Niektórzy tych, którzy idą tą drogą nazywają przecież postępowcami czy nawet heretykami. Tymczasem mała wspólnota z Francji zamiast mówić o jedności, zamiast zwoływać kolejne konferencje prasowe o postępie we wzajemnych relacjach, po prostu tę jedność realizuje. Gdy byłem w Taizé we Francji nie czułem, że jestem inny niż 900 Niemców – protestantów, którzy akurat byli w wiosce. Wprost przeciwnie – byłem przekonany, że zebrał nas tam Chrystus. Wielkie słowa. Ale, jak mawiał zmarły przed kilkoma laty br. Roger – wspólnota naprawdę jest możliwa. Pielgrzymka zaufania przez ziemię dobitnie o tym przypomina. Czy zostanie usłyszany głos młodych ludzi, którzy wołają o jedność w niepewnym świecie, poranionym konfliktami i kataklizmami, pełnym cierpienia z powodu braku miłości? Może, gdy będziemy wołać wspólnie, ktoś nas usłyszy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *