Dobrze, że jesteś?

Obecność drugiej osoby może zostać dostrzeżona na wiele sposobów – na przykład można powiedzieć „Dobrze, że jesteś!” lub – co ostatnio coraz bardziej popularne – użyć jakiegoś wyrazu z bogatej oferty słownika polskich wulgaryzmów. Co ciekawe, oba stwierdzenia na poziomie emocjonalnego zaangażowania mogą się od siebie niewiele różnić. Co się stało z naszym językiem, że nie potrafi oddać tego, co się w nas dzieje?

Ktoś powie – słowa to mało – nigdy nie wystarczą, by wypowiedzieć siebie. To prawda. A jednak sztuka komunikacji kwitnie na uniwersytetach i w prywatnych szkołach. Czego uczą się młodzi adepci tajemnej wiedzy? Zasadniczo tego, jak drugiego oszukać lub wykryć jego kłamstwo – w gestach, słowach… myślach. Mowa ciała i komunikacja niewerbalna zastąpiła rozmowę ojca z synem, chłopaka z dziewczyną. Nie dziwi fakt, że łatwiej wejść na fejsbuka i wystukać „<3" czy dla mniej zorientowanych po prostu "I love you!"... Odarcie słowa ze znaczenia może przybrać dwa odcienie. Jeden jest słodki a drugi ciut wulgarny. Gdzieś pomiędzy - neutralny język szarych garniturów i ludzi bez wyrazu twarzy. Jeżeli słyszę "Dobrze, że jesteś!", tylko dlatego, że to takie ładne, to mnie mdli. Jeżeli pada "Spier...!", to wiem, że ktoś raczej nie ma wiele więcej do powiedzenia... Nie, nie ma oddzielnej kategorii dla hipsterów, choć pewnie tak bardzo chcieliby być "inni". Na koniec pytanie fundamentalne. Co zrobić by było lepiej? Może poczytać Homera, Szekspira czy Brandstaettera? Może zrezygnować ze stu czterdziestu znaków na Twitterze? A może po prostu zacząć ze sobą rozmawiać a nie tylko komunikować? Komunikacja zakłada jedynie zrozumiałe przekazanie jakiejś informacji. Nieważne czy prawdziwej czy nie. Rozmowa pozwala poznać człowieka. Warunek. Rozmawiający muszą zrobić krok naprzód, dać coś z siebie. Tym czymś jest zgoda, by za układ odniesienia uznać coś szerszego niż "mój świat" a z urzędowych języków wykreślić ego-mowę...

11 odpowiedzi do “Dobrze, że jesteś?”

  1. To może iść tą drogą mówiącą o zamknięcia Tweetera i zamknąć bloga? Ten piękny i moralizatorski (i jakże Księżowski) mi przynajmniej pokazuje, że nawet jeśli myśl podjętą w temacie można próbować ratować i jest ważne, żeby ludzie ze sobą gadali (mam nadzieje, że to niezbyt wulgarne słowo) tak nieznośne moralizowanie, bycie czyściutkim i grzeczniutkim jest ważniejsze niż pogadanie z kimś kto właśnie mi powiedział spierdalaj. Bo to spierdalaj ma więcej w sobie wymowy i siły niż górnolotne słowa w stylu: „Rozmawiający muszą zrobić krok naprzód, dać coś z siebie. Tym czymś jest zgoda, by za układ odniesienia uznać coś szerszego niż „mój świat” a z urzędowych języków wykreślić ego-mowę…”

    Mój komentarz nie ma być złośliwy (no może troszkę:-), ale nie czaje bazy zupełnie po co ciekawą myśl chować zamkniętą w pustej formie tekstów przelatujących wysoko nad głowami.

    Pozdrawiam

    1. W większości się z Tobą zgadzam, bo o tym o czym piszesz jest mój tekst (a przynajmniej taki był zamysł autora). Tak samo podawane za przykład „dobrze, że jesteś” jak i z drugiej strony „spier…” mogą nieść za sobą wiele treści, ale jednak zwykle tak nie jest. Są w różnych środowiskach używane jako tak zwane łączniki czy przerywniki. A przecież… Pierwsze określenie może wyrażać prawdziwą miłość, przynajmniej tak twierdzi Josef Pieper (polecam jego książkę „O miłości”) a drugie – chociaż w pewnych przypadkach niestosowne, to często wyraża prawdę o aktualnym stanie człowieka. Według badań osoby używające wulgaryzmów są bardziej prawdomówne od tych, które od nich stronią (nie wiem czy to prawda i od razu mówię, że nie pamiętam kto przeprowadzał badania).

      Czy tekst moralizatorski? Chyba nie – w większości staram się opisywać rzeczywistość niż ją tworzyć… Tak przy czytaniu Homera, jak i zrezygnowaniu z Twittera postawiłem „może”, ponieważ nawet jeżeli mogą to być jakieś rozwiązania, to raczej nie tędy droga. Na koniec padło trochę skomplikowanych frazesów, ale czytelników mam różnych – każdemu trzeba jakoś dogodzić. Jak widać w „księżowskim” tekście też problemy z ego-mową, ale pewnie przyczyną jest to, o czym pisałem w trzecim akapicie tekstu…

      1. OK, ale po co „dogadzać czytelnikom”? Jasne, że każdy ma jakieś swoje podejście do pisania bloga, ale dogadzanie? Po co ludzi łechtać…….żeby sprawdzać ile mi osób przeczytało posta i dało lajki? Nie mówię, że taki jest zamysł Autora. No ale tekst jest o tym, żeby rozmawiać mieć relacje itp, a tu nagle wchodzi sztuczność w postaci „dogadzania”. nie ma szczerości

        1. Nie prowadzę bloga dla siebie, liczę się z czytelnikiem. Sam też piszesz. Nie widzę sensu we wrzucaniu czegoś do internetu tylko po to, żeby było. Zresztą – uważam, że każdy kto cokolwiek tworzy, gdzieś na horyzoncie ma odbiorcę tego, co robi. „Dogadzanie” to hiperbola. Chodzi o to, że jeżeli chcesz z kimś nawiązać kontakt, chcesz z kimś rozmawiać musisz znaleźć wspólny język. Dotyczy to i rzeczywistości i świata wirtualnego. Chcesz trwać na okopanych pozycjach – twoja sprawa, ale Chińczyk nigdy nie dogada się z Włochem, jeżeli nie znajdą wspólnego języka. Jeżeli uważasz, że próbowanie wyjścia do kogoś, które oczywiście wiąże się ze zrezygnowaniem z jakiejś części siebie, to sztuczność to obawiam się, że albo ciężko ci będzie nawiązać relacje albo będziesz bardzo sztuczny… 😉

          Kontestacja jest OK, ale człowiek nie jest samotną wyspą.

  2. Szczerości!!!!!!!!!
    Tego nam potrzeba. Zwrot ”Spie…..!”, dla mnie jest ”sama szczerością”. Wulgarny, ale oddaje prawdę.

    Natomiast zwrot ”Dobrze, że jesteś”, jest dla mnie fałszywy, dwulicowy, podejrzany.
    Bo czego wypowiadający; oczekuje? Nie rozumiem. Chce abym przyklęknął? Chwali Boga? Chwali moich rodziców, że z nim współpracowali abym się narodził? Czy też zachęca mnie do wykopania rowu pod kanalizę, bo właśnie wtedy ” będą instalować”.

    Jest w wielu obcych językach dosyć dużo świeckich zwrotów; dobrych, szczerych powitań, pokornych skromnych i przyjaznych.
    Języki latynoskie, germańskie, …
    Ale w polskim jakoś brak. Ten ”Dob……” otwiera mnie, ale ”scyzoryk” już przy powitaniu.

    Warto faktycznie może coś zaproponować. Ale ten z przykładu dla mnie ”niewypał”.
    Pozdrawiam;

      1. Nie polemizuję z tekstem, tylko potwierdzam nietrafność zwrotu ” Dob…”. Rozumiem go z tekstu; jako przykład pozdrowienia zdobywający coraz szersze poparcie.
        Jeżeli Ciebie ”…mdli” to stoimy po tej ”samej stronie”. Pozdr

  3. A mi się wydaje, że wszystko jest w porządku. Nie martwi mnie ogrom bezmyślności, nieumiejętność wyrażenia własnych myśli, czy pobieżne przemykanie przez kwestie wymagające zaangażowania. Nie martwi mnie to, bo tak było zawsze, od wieków – większość ludzi nie ma nic ciekawego do powiedzenia, nie ma potrzeby rozwijania się. Każdy jest inny, w inny sposób przeżywa, inne środki udostępnia mu Pan Bóg. Też nieraz brakuje kogoś, z kim można porozmawiać pełnymi zdaniami, kto zrozumie przenośnię, kto ma szerokie horyzonty w patrzeniu na ludzi i świat, ale… jesteśmy wolnymi ludźmi i skoro komuś wystarcza „<3", to czy ja wiem, czy to źle…

    Forma sama dla siebie nie ma sensu i to jest jasne, ale jeżeli jest sens, to "Dobrze, że jesteś" wydaje się być po prostu życzliwym pozdrowieniem 🙂 osobiście wolę "być", niż "spier.." 😉

    1. Co do formy zapewne mam Twoje słowa rozumieć w kontekście tego, co piszesz np. tutaj http://alikwoty.blogspot.com/2013/08/forma-wstepnie-ogolnie-zarys.html Ja ogólnie stoję jednak na stanowisku, że tak jak materia (treść) potrzebuje formy, tak forma materii. Zatem – choć forma sama dla siebie sensu nie ma, to jednak w naszej codziennej rzeczywistości spotykamy się jednak z formą, która określa pewną materię (i odwrotnie).

      Odnośnie zaś problemów z komunikacją… Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że „tak było zawsze”. Problem jest to, że trudności w komunikacji mogą zostać zastąpione przez ogrom narzędzi pseudokomunikacyjnych (jak chociażby Internet). Tego nie było. Jeżeli ktoś nie komunikował to pozostawał z boku, a dzisiaj jest tak że ktoś może faktycznie nie komunikować, ale jednak pozostawać w centrum życia i wydarzeń przez chociażby media społecznościowe.

      Jeżeli ktoś faktycznie rozumie „Dobrze, że jesteś!” jako afirmację czyjegoś bycia, tylko dlatego, że ono jest i jest to głębokie i szczere przekonanie tego kogoś, to oczywiście nie mam przeciwko temu zwrotowi nic przeciwko. Niestety w większości przypadków odnoszę jednak wrażenie, że jest stosowany faktycznie jedynie jako , a wówczas stosowanie go jest dla mnie niezrozumiałe. Można powiedzieć, że to forma odarta z treści 😉

  4. Piotrze, nie wiem, czy mój tekst o formie wpasowuje się w kontekst mojego komentarza, mam tu wątpliwości, ale skoro pomógł Ci od w zrozumieniu czegokolwiek, to dobrze 😉

    Internet funkcjonuje od niedawna, ale naprawdę wierzysz w to, że to on wywołuje tu problem? Ludzie od zawsze mają problemy z komunikacją, werbalną czy niewerbalną, w realu czy wirtualu. Nie można powiedzieć że emotikony, znaki, skróty, czy „pozdrawiam” nie są formą komunikacji, oczywiście, że są! Nie są tak wysublimowane jak nasze tu rozważania, ale nie muszą też być gorsze.
    Jeżeli nigdy nie powiedziałeś nikomu niczego z grzeczności lub z innych pobudek hołdując formie, a wszystko co mówisz jest zawsze „głębokie i szczere” – chapeau bas 😉

    Pytanie brzmi, co tak naprawdę w tym „pozdrawianiu” Cię zabolało. Czasem coś nas zirytuje i dorabiamy filozofię, a ziarnko grochu tkwi zupełnie gdzie indziej.

    1. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nic mnie w pozdrawianiu (w jakikolwiek sposób) nie zabolało! 😉 Coś dobrego (tudzież neutralnego pod względem moralnym), co jest wykorzystywane z umiarem i we właściwy sposób nigdy nie stanowi problemu. Pojawia się on dopiero wówczas, gdy zachwiane zostają pewne proporcje. Tę tendencję dostrzegam we świecie komunikacji. Proces jej upraszczania wiedzie nas na manowce nie tylko w zakresie porozumiewania się, ale dotyczy kultury w ogóle. Obraz, muzyka, słowo… Dziś im prościej tym lepiej. I może czasami to dobra droga, ale tylko czasami…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *