Co ma „lajk” w Internecie do tego, kim naprawdę jestem?

Jako, że platforma blogowa DEONa ma służyć także do dyskusji pozwolę ją sobie zainicjować polemiką z artykułem „…księga twarzy”  opublikowanym wczoraj przez Łukasza Przelazłego. Nie uważam, żeby rozdźwięk między codziennością realną i wirtualną był tak duży. Czy Facebook może nam dziś w czymś pomóc? Tak, i – wbrew schematom – nie chodzi tylko o ewangelizację.

Choć ciągle zdarzają się przypadki uzależnień od Internetu i pewnie będzie ich coraz więcej, wydaje się, że nasze podejście do niego jest już nieco dojrzalsze niż kilka lat temu. To, że problemów jest więcej, nieodłącznie wiąże się z faktem wzrostu liczby użytkowników. A tego, że dostęp do przysłowiowego WWW ma coraz więcej Polaków nie trzeba chyba udowadniać. Faktem jest, że szczególnie media społecznościowe rodzą pokusę tworzenia wirtualnych kontaktów bez pokrycia w rzeczywistości. Jednak większość dorosłych ludzi już jej  dziś nie ulega (wyjątek – serwisy randkowe, ale tu wirtualność na „własną odpowiedzialność”). Świadomość zagrożenia wzrosła, dzięki skutecznemu nagłośnieniu tematu. Zresztą, głównie za pośrednictwem Internetu właśnie. Może analogia jest trochę szokująca, ale… Z Internetem, jak z alkoholem. Dużo osób korzysta, większość rozsądnie – z umiarem, ciągle jest jednak grupa, która popada w nałóg, z którego wyjść bardzo trudno.

Facebook jako zagrożenie i jako szansa. Temat, jak na szkolną rozprawkę. Jeżeli miałbym, jak w rozprawce, opowiedzieć się po którejś stronie, zdecydowanie broniłbym tezy, że FB jest olbrzymią szansą dla człowieka. Są zagrożenia – wiadomo. Szczególnie dla ludzi młodych, którym trudno jest czasem oddzielić świat realny i wirtualny. Ale tym bardziej powinni się tego uczyć! Lajk postawiony przy jakimś wpisie przez nastolatka też coś o nim mówi. Nie wierzę, że gimnazjaliści lajkują, co popadnie. Rada dla młodych? Zobacz, co lajkujesz. Co to o tobie mówi? Czy faktycznie taki jesteś? A może chciałbyś taki być? W wirtualu faktycznie łatwiej… Tutaj powstaje jednak pole do pracy nad sobą. Nie samemu. Rodzice – pierwsza instancja, „prawdziwi” znajomi z portalów społecznościowych – druga. Widzisz, że  kolega robi w necie coś głupiego? Jeżeli tylko to wyśmiejesz – albo inaczej – zalajkujesz, to może się okazać, że jesteś jeszcze głupszy od niego. I w tym sensie FB faktycznie może człowiekowi pomóc…

Ktoś powie – ludzie są podatni na trendy, idą za tym, co modne, co jest na topie. Zgoda. Tyle tylko, że tak było zawsze! To, że pojawiły się dziś nowe określenia na zjawisko, które jest znane od stuleci, nie czyni z niego nowego zjawiska. Inne są metody, inne szanse i problemy, ale ludzki tok myślenia wciąż podobny. I kondycja ta sama. Mamy wolną wolę i trzeba uczyć się z niej korzystać. Robienie z Internetu siedliska zła nic w tym nie pomoże!

Na Facebooku można ewangelizować, ale i dowiedzieć się czegoś o sobie. Zwykle zwracamy jednak uwagę na to, co aktualnie porabiają „znajomi”. Tymczasem FB pyta „Piotr, co u Ciebie słychać?”. Spróbuj odpowiedzieć. Ale nie na tablicy, żeby inni widzieli (ewangeliczna analogia?!), ale w sercu, żebyś sam się czegoś o sobie dowiedział…

 

FaceBóg | Zostań Banitą
FaceBóg | Zostań Banitą

2 odpowiedzi do “Co ma „lajk” w Internecie do tego, kim naprawdę jestem?”

  1. Piotrze, zgadzam się z Tobą prawie w 100%. Jednak wg mnie wirtualny „lajk” bardzo mocno oddziaływa na ludzką psychikę i mentalność. W sposób szczególny odnosi się do osób młodych, czyli tych z tzw. młodzieńczego buntu. Są tacy, którzy realnie zachowują się zupełnie inaczej niż w wirtualu. W rzeczywistości są poukładani, a nawet uczestniczą w niedzielnej Eucharystii, zaś w wirtualności ich osobowość przechodzi metamorfozę. Może z mojej strony nie będzie trafne, to co zaraz napiszę, ale moim zdaniem jest to syndrom „łabędzia”. Problem tkwi w tym, że konkretna osoba zamiast się rozwijać, tzn. wewnętrznie przybierać postać pięknego i dorosłego łabędzia, to dzieje się zupełnie na odwrót. Konkretna osoba w wirtualności przybierają postać brzydkiego kaczątka, które wbrew naturze nie rozwija się i pięknieje, ale cofa wstecz i oszpeca. Ja nie mówię, że tak jest zawsze, ale na pewno jest grupa osób, które tak postępują. Chciałbym również podkreślić, że sam jestem wielkim zwolennikiem wszelkiej maści mediów społecznościowych. Zresztą administruję fanpage mojej diecezji, co sprawia mi naprawdę bardzo dużo radości. Na sam koniec odniosę się do kwestii uzależnienia od wirtualności. Moim zdaniem jest to dość duży i ciągle nasilający się problem. Pochodzę z miejscowości, w której znajduje się szpital psychiatryczny z różnymi oddziałami odwykowymi. Również dość często jestem w Łodzi, gdzie znajduje się typowy oddział do leczenia z uzależnień internetowych. Niestety liczba przebywających nie maleje, ale rośnie. Piotrze, nie wiem czy moja wypowiedź Cię satysfakcjonuje i czy oto Ci chodziło. Również przepraszam za zamęt językowy w komentarzu, ale „mózgowe oczy” zaczynają mi się kleić 🙂

  2. Tak, liczba uzależnień rośnie, proporcjonalnie do liczby użytkowników Internetu. Dostęp jest coraz większy, więc i skala zagrożeń wzrasta. Czy faktycznie jednak internetowy „lajk” mocno wpływa na psychikę? Jeżeli jest tak ja piszesz w swoim artykule „…księga twarzy” i proces lajkowania jest często bezmyślny, to jak może wpływać na psychikę? Choć nieuświadomione działanie nie pozostaje bez konsekwencji, to jednak są one obiektywnie mniejsze, niż w przypadku, gdy ktoś robi coś celowo.

    Inny w rzeczywistości niż w wirtualu? To chyba nie jest problem tylko Internetu. Jest masa ludzi, która inaczej zachowuje się w gronie osób znajomych a inaczej w domu, w pracy, w kościele etc. Internet dołączył do miejsc, gdzie można być „innym”. Przy czym tak jak trudno jest udowodnić komuś hipokryzję powołując się na obserwacje innych, tak w Internecie sam jesteś w stanie powiedzieć – Ta osoba „na żywo” jest kimś zupełnie innym! Paradoksalnie więc Internet nierzadko pozwala odkryć prawdę o tym kim człowiek jest, szczególnie wówczas, gdy w realu zgrabnie ukrywa swoją prawdziwą twarz… oczywiście to, co napisałem w ostatnich dwóch zdaniach to po trosze żart, ale pokazuje, że na sprawę trudno patrzeć monochromatycznie… Dzięki za odpowiedź!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *