Bezczynność

Uczestnicząc w codziennej Mszy świętej prędzej czy później przychodzi  coś co powszechnie określane jest mianem rutyny, spowszednienia.  Zasadniczo nie ma takiej rzeczy czy czynności, którą człowiek prędzej czy później by się nie zmęczył. Dzieci męczą się zabawkami, dorośli współmałżonkami. Wydaje się zatem, że jest to proces nieodwracalny i chyba konieczny.  Był taki czas w ciągu wakacji, że na mszę uczęszczałem tylko z powinności, nie wypada przecież by kleryk nie chodził do kościoła. Myślałem, że nic nie może mnie już zaskoczyć- ci sami księża, w większości ci sami ludzie w ławkach i wreszcie On… Też ten sam.

Jeżeli nic się nie zmienia, dla współczesnego- szukającego nowych rozwiązań, niekonwencjonalnych zachowań człowieka, staje się to prędzej czy później nudne i tym samym niepotrzebne. Msza święta traktowana tylko jako kolejna rozrywka w ciągu dnia szybko stanie się ciężarem, bo przecież nie taki jest jej sens. Ja obudziłem się z takiego letargu podczas jednej z Eucharystii odprawianej przez kapłana spoza mojej parafii. I nie chodzi wcale o to, że był to nieznany mi człowiek, lecz o to jak podchodził do celebracji. Skupienie w zakrystii, głoszone z wiarą Słowo Boże a nawet takie szczegóły jak dobrana do Ewangelii Modlitwa Eucharystyczna, to wszystko sprawiło, że szarość i normalność gdzieś zniknęła. I wtedy został On sam. Bez kolorowych dodatków, bez walki z czasem by zdążyć na kolejny pogrzeb, bez kazań ściąganych z Internetu. Znowu przyciągnął mój wzrok, znowu chciałem Go słuchać, wpatrywać w łamaną na ołtarzu hostię.

Uświadomiłem sobie wtedy, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na kapłanie i jak trudne zadanie możliwe, że będę miał w przyszłości. Teraz podchodząc rutynowo do Mszy świętej czy modlitwy ogłuszam i niszczę samego siebie, ale gdy będę kapłanem wówczas od tego jak będę się modlił może zależeć też aktywność innych. Co zrobić by zachować świeżość wśród monotonii? Odpowiedź jest chyba banalnie prosta. Wystarczy zauważyć, że nie ma czegoś takiego jak niezmienność czy bezczynność w Nim. On ciągle jest inny, On ciągle podchodzi bliżej a nawet gdy już jest obok potrafi wniknąć jeszcze głębiej. Trzeba tylko otworzyć oczy, przestać żyć w mrocznym świecie, gdzie nic się nie dzieje. Zacząć dostrzegać ludzi rozmodlonych i tych, którzy nie modlą się wcale… Choć czy można się wcale nie modlić? Nie. Każdy ma swojego Boga lub bożka, każdy woła, bo choć się tego wypiera, potrzebuje Jego obecności w swoim życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *