Bez domysłów

Ostatnie dni przyniosły mi jakieś niezwykłe doświadczenie człowieka. Dzisiaj spotkałem się z ludźmi, dla których za kilka tygodni, wraz z kolegami, będę głosił rekolekcje. Tak trudno mi było otworzyć się na nich, dostrzec ich jako osoby, które pragną, potrzebują, przeżywają. Zastanawiałem się skąd to zasklepienie, skąd ten niewidzialny mur. Zrozumiałem, że tak bardzo byłem pochłonięty sobą, tym jak wypadnę, tym jak zostanę odebrany, że gdzieś uciekł mi drugi człowiek.

Tak często zdarza mi się, by bezwzględnie wszystko rozpatrywać w perspektywie siebie. Snuć domysły o tym, co myślą o mnie inni, jak mnie odbierają. Tak dużo tutaj „ja”. I ciekawe, że to „ja” mi nie przeszkadza, a tak bardzo uwiera „ja” drugiego człowieka. Bo myśli o sobie, a nie myśli o mnie. Do czego prowadzi ta szlachetna zaborczość? Nie, nie prowadzi donikąd- to byłoby zbyt proste. Wiedzie do uznania swego egoizmu za altruizm, nastawienie na drugiego, u tego z kolei na odwrót- altruizm jawi się jako egoizm. W sieci domysłów, łatwo pomylić się i twierdzić, że ktoś jest gotowy mi coś dać tylko dlatego, że ma w tym interes. Łatwo ocenić człowieka uczciwego, jako egoistę tylko dlatego, bo nie zaoferował niczego mi. Mógł wiele zrobić dla innych, tylko, że dla mnie to się nie liczy, liczy się przecież „ja”…

Drugie doświadczenie tych dni, to doświadczenie ludzi, którzy głoszą rekolekcje dla mnie. Z uporem maniaka przekonują mnie, że czasem warto zobaczyć człowieka takim jakim jest naprawdę, a nie takim, jakim ja bym go najchętniej widział. Że wolność, to nie wolność od drugiego człowieka, ale wolność dla niego. Dzięki za ich maniactwo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *