Armstrong brał doping, czyli dlaczego facet nie powinien kłamać

Dla fanów sportu zapewne nie jest to wielka niespodzianka. Armstrong jest ciągany po sądach od lat i od dawna nikt nie już chyba wierzył w jego sportową uczciwość. Jednak nawet dla nich wyznanie kolarza złożone wobec Oprah’y Winfrey to coś wyjątkowego. – Brałeś doping? – Tak. Krótko i na temat.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem kilka minut wywiadu z Armstrongiem pomyślałem sobie, że facet jest naprawdę mocny, takie wyznanie musiało go wiele kosztować. Niegdyś ulubieniec milionów, symbol walki do ostatniego tchu, zwycięzca walki z rakiem i kilku prestiżowych wyścigów Tour de France – teraz przed milionową widownią przyznaje się, że to wszystko była bajka. Opowiadał ją z wielkim kunsztem. Sam zaczął w nią wierzyć, ale to tylko bajka. Czy Armstrong osiągnąłby coś bez dopingu? Moim zdaniem miałby szansę. Jednak w wywiadzie mówi dość jasno, że bez różnego rodzaju dopalaczy w kolarstwie nie da się osiągnąć nic.

I tak idol tysięcy młodych facetów (kobiet pewnie też, ale dziś nie o tym) okazał się być kolosem na glinianych nogach. Zastanawiam się, co mogli sobie pomyśleć Ci ludzie, którzy wierzyli w niego do końca – wbrew prasie, internetowym komentarzom a nawet sądowym wyrokom. Co teraz zrobią? Ich niedościgły wzór okazał się tylko małym po ludzku, zakompleksionym gościem, który wbrew zasadom chciał coś w życiu osiągnąć. Armstrong, odpowiadając na pytanie, czy nie miał wyrzutów sumienia, gdy okłamywał opinię publiczną, dość zimno rzuca – To straszne, ale nie…

A jak to się odnosi do nas? Facet ma to do siebie, że lubi być najlepszy i nie lubi przyznawać się do błędów. Taka natura. Tyle tylko, że mężczyzna powinien też być odpowiedzialny i myśleć o kimś więcej, niż tylko o sobie. Bo co to za mąż, który najpierw realizuje swoje potrzeby i pragnienia, a dopiero później pyta dlaczego jego żona zarwała noc, opiekując się dzieckiem? Jest na takich ludzi pewne określenie w języku potocznym, ale zapewne nie wypada go tu przytaczać. Gdy ktoś bierze odpowiedzialność za siebie, znaczy że przestał być dzieckiem. Gdy ktoś nie potrafi wziąć odpowiedzialności za drugiego, znaczy że nie przestał być chłopcem. Piotruś Pan miał taki problem przez dłuższy czas. A dzisiejszy świat czasami za bardzo zaczyna przypominać Nibylandię.

Armstronga mi szkoda. Sam kiedyś widziałem w nim jakiś wzór dla siebie… Na szczęście z tego wyrosłem.

 

Fragment wywiadu Lance’a Armstronga z Oprah Winfrey (w języku angielskim)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *