Wiara jest czymś bardzo osobistym

Wiara jest czymś bardzo osobistym. Taki banał, ale warto o nim pamiętać – jeżeli sam nie uwierzysz, nikt nie zrobi tego za ciebie. Przekonuje mnie o tym dzisiejsza Ewangelia.

Nie wiem czy zauważyliście, ale rozgrywa się ona w dwóch aktach – są one oddzielone o osiem dni, chodzi o dwie kolejne niedziele. Najpierw Jezus przychodzi do dziesięciu zebranych gdzieś razem. Nie ma z nimi Judasza i Tomasza. Czy uczniowie radowali się ze zmartwychwstania Pana, czy faktycznie są o nim mocno przekonani? Zdaje się, że nie. Są zamknięci z obawy przed Żydami, czyli są przestraszeni! Nie wiedzą jeszcze do końca, co się stało, czy to wszystko prawda. A przecież dostali już tyle znaków!

Jezus przychodzi, by im powiedzieć Pokój Wam! Obecność Chrystusa wśród uczniów i Jego moc przywraca uczniom radość i wiarę. Nie da się „osiągnąć” wiary na własną rękę, nie da się jej kupić. Trzeba na nią czekać i o nią prosić. Jezus powiedział kiedyś do uczniów: Gdzie dwóch lub trzech wspólnie o coś prosić będą w Imię moje… Uczniowie, mimo strachu, zebrali się razem. Może myśleli, że to bez sensu, ale razem modlili się o wiarę. O wiarę, że to co się dzieje w ich życiu nie jest bajką. Uwierzyli.

Akt drugi to spotkanie w szerszym gronie – z Tomaszem. Pozostali apostołowie próbowali mu przekazać dobrą nowinę o Zmartwychwstaniu. Nie uwierzył. Był pewnie przestraszony tak, jak oni wcześniej. Może jego wiara została podkopana tym, co wydarzyło się na Golgocie? Z naszej perspektywy wydaje się to może dziwne, ale przecież oni nie wiedzieli, jak się cała historia potoczy. Nie wiedzieli, że po tajemnicy Krzyża, przychodzi tajemnica Zmartwychwstania. Zresztą… Nam się chyba też to zdarza. Bo co innego przyjąć do wiadomości, a co innego uwierzyć. Tomasz podszedł do sprawy poważnie. Nie taił swoich rozterek. Nie bał się powiedzieć: „Nie wierzę!”. To straszny krzyk. Nie jest to jednak krzyk pogardy i powątpiewania, lecz wołanie o pomoc. Nie wierzę, choć bardzo bym chciał uwierzyć. Pomóżcie!

Kto szuka znajduje, a pukającemu otworzą – Jezus nie rzuca takich obietnic na wiatr. Przychodzi do Tomasza. Ale i do innych uczniów. Brakuje między nimi jedności. Stąd Jezus powtarza formułę Pokój Wam! A kiedy znowu stanowią jedno, Tomasz już nie potrzebuje dotykać ran Chrystusa, mówi Pan mój i Bóg mój! Uwierzył, bo zobaczył. Wiara stała się wiedzą. Nie potrzebował już wierzyć w to, o czym przekonał się w sposób fizyczny. Może takie doświadczenie przydałoby się dzisiejszym „wyznawcom” postępu technicznego, którzy negują Boga, którego nie można zmierzyć ani zważyć…

Wielu z nas ma zapewne takie pragnienie. Otrzymać od Boga potwierdzenie. Takie na 100%, takie które nie pozostawia wątpliwości. Niestety, zwykle musimy pozostać na poziomie wiary… Nie przepraszam – powątpiewania, bo gdybyśmy faktycznie mieli wiarę, wiedza nie byłaby nam już potrzebna. Marne to pocieszenie. W zasadzie bezwartościowe, ale… Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli…

Każdy z nas musi o swoją wiarę walczyć. Nie ważne, jak to wychodzi – nigdy się nie poddawaj. Jeżeli jesteś za słaby na to, by uwierzyć – proś Jezusa o pomoc. Tylko wówczas pamiętaj: On potrafi wchodzić mimo drzwi zamkniętych!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *