Pokochaj siebie – kochaj innych

Będziesz miłował bliźniego, jak samego siebie. W tych słowach streszcza się całe nauczanie Jezusa odnośnie międzyludzkich relacji. Wszystkie inne z niego wynikają i w nim osiągają pełnię. Tym zatem, którzy zarzucają nam – chrześcijanom – nadmiar moralnych przepisów, można powiedzieć, że w zasadzie mamy jedno przykazanie i jeżeli chcą mogą przestrzegać i pamiętać tylko o nim.

Niestety, nawet nasza pamieć jest w tym względzie zawodna. Te kilka słów nazbyt łatwo przekształcamy w inny moralny nakaz – zupełnie odwrotny. Będziesz nienawidził bliźniego, jak on ciebie. Tak myślą ludzie już od prawie 4000 lat. To wtedy król babiloński Hammurabi zatwierdził słynny kodeks, który za oko każe płacić okiem i za ząb – zębem. Czy faktycznie chcielibyśmy żyć w takim świecie? W świecie, w którym nie ma dobra, bo zło wciąż generuje zło?

Ktoś powie, że prawo od tamtego czasu się zmieniło i to na lepsze. To prawda. Tyle, że obok prawa cywilnego, karnego i wielu innych jego gałęzi, jest jeszcze prawo moralne. To zaś czasami jakby trwało w miejscu od tych 4000 lat. Bo choć zewnętrznie potrafimy się podporządkować prawu stanowionemu przez państwo, to w głębi serca wciąż za śmierć chcielibyśmy śmierci. Za oko – oka, a za ząb – zęba…

Jezus chce odnowić w nas prawo moralne. Nie żąda od nas heroizmu, żąda prawdy. Uznania, że słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi. Że deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Że jesteśmy równi. Tu jednak – wbrew współczesnym tendencjom do skrajnej tolerancji – pojawia się problem. Ciężko nam zaakceptować, że w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami. Jak zrównać chociażby tych którzy stoją na Majdanie, z tymi którzy uciekają do Charkowa…

W zasadzie nie powinno to dziwić, bo przecież swoją osobowość, wartość określamy właśnie przez różnice. Inaczej – jesteśmy tym a nie innym człowiekiem właśnie przez różnice. Ja mam krótkie włosy, a ty długie. Ja jestem stary, a ty jeszcze dziecko. Ja mam na imię Jan, a ty Marysia… Nie chcemy z tych różnic rezygnować, bo to tak, jakby rezygnować z samego siebie.

Dzisiejsza Ewangelia nie mówi o wyrzekaniu się swej osobowości czy wolności, ale o zerwaniu z egoizmem, zbytnim skupieniem na sobie, narcyzmem. To jest możliwe, ale po raz kolejny trzeba pokornie zaakceptować prawdę. Prawdę o sobie, jako o osobie wartościowej. O tym św. Paweł pisze do Koryntian: Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jesteś tak bardzo cenny w oczach Boga, że chce w tobie przebywać. Chce z tobą dzielić życie.

Jeżeli uznasz swoją wartość, łatwiej ci będzie zaakceptować wartość drugiego człowieka – nieważne czy będzie to osoba ci bliska, czy największy wróg. Żeby pokochać kogokolwiek, najpierw trzeba pokochać siebie. I tego chce Jezus, gdy mówi Będziesz miłował bliźniego, jak samego siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *