Pod prąd

W dzisiejszej Ewangelii zatrzymałem się nad słowami Dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Jezus po raz kolejny zaskoczył uczniów. Ich życie to przecież historia powołania, chodzenia za Jezusem. Przecież od tego wszystko się zaczęło, od Pójdź za Mną!

Dziwny jest ten nauczyciel. Raz chce żeby za nim iść, innym razem mówi, że to niemożliwe. O co mu chodzi? Przychodzi taki moment w życiu, że trzeba wyjść z cienia i zacząć samodzielnie żyć. A cień może być różny. Może nim być nieśmiałość, mogą nim być kompleksy, nie do końca zdrowa relacja z rodzicami. Ale równie dobrze tym cieniem może być zawyżone poczucie własnej wartości, bycie „duszą towarzystwa”, czy ciągłe gonienie za sukcesem. Im cień dłuższy, tym bardziej wypacza rzeczywistość. Dlatego trzeba się go jak najszybciej „pozbyć”.

Jezus chce jednak czegoś więcej niż tylko życia „na własny rachunek”. Chodzenie uczniów za Jezusem nie może być bezowocne. Ich misją jest wzajemne miłowanie: Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Tego ich nauczył i teraz oni mają tego uczyć innych. Jezus zdaje się mówić do nich: Nie możecie iść ze Mną dalej, bo macie inne zadanie!

Jezus będzie uczył miłości przez Swój Krzyż, uczniowie jeszcze nie są gotowi na takie świadectwo. W obliczu lekcji na Golgocie po prostu uciekną. Piotr wyprze się Jezusa, choć zapewniał Go, że jest gotów oddać za Niego życie. Męczeństwo przyjdzie dopiero po latach życia we wspólnocie pierwszych chrześcijan. I tam właśnie realizuje się misja każdego z uczniów. Czasem chcielibyśmy przeżyć coś wzniosłego, chcielibyśmy chodzić za Jezusem po wodzie. Najpierw trzeba jednak przejść z Nim po zwykłej pustynnej drodze. Dopóty dopóki miłość nie pojawi się faktycznie w życiu, w odniesieniu do każdego człowieka – nie tyko do jednej wybranej czy jednego wybranego – nie można iść za Jezusem dalej.

Jezus zobowiązuje uczniów do odrobienia zaległej pracy domowej – miłości do siebie nawzajem. W konkrecie relacji uczniowie przekonają się, że miłość nie jest tylko jakimś wzniosłym hasłem, ale konkretnym zadaniem. I to dość trudnym. Może dlatego w scenie nad Genezaret, gdy Jezus trzykrotnie zapyta Piotra o miłość, ten nie odpowie prostym „Tak”, ale zaznaczy – Ty Panie wiesz jaka jest moja miłość, jak bardzo ona jest niedojrzała, jak wiele jej brakuje… Ale jest. Taka na jaką mnie w tym momencie stać.

Papież Franciszek mówił dziś kandydatom do bierzmowania, że trzeba czasem iść pod prąd, wbrew temu co myślą inni. Bóg daje siłę i odwagę, aby przejść to doświadczenie. Jezus całe życie szedł pod prąd. Gdy mówi uczniom, że dalej nie mogą za Nim iść, chodzi Mu także o to. Chodzenie za Jezusem też może stać się czymś zwykłym, codziennym. Można chodzić za Jezusem „na automacie”. Ale kompletnie nie o to chodzi.

Pod prąd

2 odpowiedzi do “Pod prąd”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *