I on jest z rodu Abrahama

Dzisiejsza Ewangelia jest o Bogu, który przychodzi nam pomóc. Przychodzi nam pomóc być bardziej autentycznymi, bardziej prawdziwymi. Mówi o Jezusie, który wkracza do wielkiego miasta. Nie ucieka przed ludźmi, nie ogranicza się do zaufanych i bliskich osób. Przychodzi do każdego.

Wielkie miasto to miejsce, w którym łatwo można się schować – zamaskować w dżungli betonowych płyt i kolorowych sklepowych wystaw. Celnik nie mógł się ukryć – był największym złodziejem w mieście. Przez żydowskich pobratymców był uważany za zdrajcę. Taka osoba musiała być na językach.

Gdy Jezus przechodzi przez tłum, celnikowi udało się na chwilę ukryć. W gęstej ludzkiej masie stał się na chwilę niewidoczny. Ale po co on tu w ogóle przyszedł? Czy tylko po to żeby zobaczyć kogoś znanego? I tak jest za niski, żeby zobaczyć cokolwiek. Nie będzie się przecież przepychał do przodu – jeszcze ktoś go rozpozna…

Kluczowym momentem w tej historii jest ten, kiedy celnik wchodzi na drzewo. Robi z siebie głupca. Mały człowiek o wielkich aspiracjach. Już w tym zestawieniu czuć ironię. Całe miasto patrzyło na znanego sobie z biura podatkowego człowieka o zimnej i mrocznej powierzchowności, który nigdy nie ryzykował utraty resztek dobrego wizerunku. A teraz siedzi na drzewie…

Wielu z nas boi się o to, „co ludzie powiedzą”, jak zareagują. Jak się zachować, aby zdobyć czyjeś uznanie, czyjś uśmiech… W gonitwie za dobrym imieniem z czasem gubimy prawdę o sobie, o tym kim jesteśmy naprawdę. Co gorsza, owa nowa prawda zaczyna nam pasować – jest bardziej modna, bardziej trendy.

Celnik zaryzykował i wszedł na drzewo. Sykomora, na którą się wdrapał jest symboliczna. Daje owoce podobne do fig, które jednak praktycznie nie nadają się do jedzenia. Największym skarbem sykomory nie są jednak owoce a drewno. Bardzo mocne i trwałe. Egipcjanie wytwarzali z niego trumny. I może celnik wchodząc na drzewo wszedł do swojej trumny?

Musiało w nim obumrzeć to, co tak bardzo skupiało go na sobie. To co sprawiało, że zamiast prawdy wybierał fałsz, a zamiast wolności coraz częściej wkładał kajdany. A tak się dzieje zawsze, gdy próbujemy się do czegoś dostosować, gdy pozwalamy wlać się w formę, która jest nam zupełnie obca. Jeżeli ta ucieczka od siebie w pewnym momencie nie zostanie przerwana, nawet bardzo brutalnie, to nigdy nie staniemy się prawdziwie autentycznymi. Żeby być wolnym, coś musi w tobie umrzeć. Musisz coś stracić, by otworzyć się na dar.

Celnik otrzymał dar. Było nim spojrzenie Jezusa, który wypatrzył go w tłumie. Bo jeżeli nie chcesz być tylko „jednym z” to nawet w tłumie zostaniesz zauważony. Nawet w tłumie ktoś powie – jesteś dla mnie cenny. Dziś chce się z tobą spotkać. Nawrócenia nie da się bowiem odłożyć na drugi dzień. Nie można z nim czekać do kolejnego poniedziałku ani traktować go jako kolejnego noworocznego postanowienia. Dziś.

Gdy Jezus spotkał się z Zacheuszem w jego domu – w tym co najbardziej intymne, w tym w czym czujemy się bezpieczni – dopiero wówczas może go uleczyć. Tam jest prawdziwy, nie ma bowiem maski „bardzo bogatego” i „zarządcy celników”. Jest Zacheuszem. Człowiekiem, który potrzebuje Boga, ale gdzieś Go w życiu zagubił.

Nawrócenie w przypadku Zacheusza polega na przywróceniu tożsamości. Nie jest już odtąd wyzutym z żydowskiej społeczności zdrajcą, który dla pieniędzy współpracuje z Rzymianami.  Jezus mówi: I on jest z rodu Abrahama. Ludzie, to jest prawda o tym człowieku – jest waszym bratem. Zacheuszu, taka jest prawda o tobie…

3 odpowiedzi do “I on jest z rodu Abrahama”

  1. Super 🙂

    MASZ TALENT, ALE jako Teolog Biblijny już prawie licencjat kanoniczny:

    Dodam jedną ciekawostkę;

    Żeby owoc sykomory był słodki, bo sykomora to dzika figa, trzeba ja nacinać, wtedy owoce sykomory mają identyczny smak jak Figa. A figa to symbol miłości, więc żeby doświadczyć prawdziwych owoców miłości trzeba dać się nacinać, wejść w śmierć.

    O taka mała ciekawostka

    Trzymaj się Piotrek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *