Ewangelia o rezygnacji

Mamy tendencję, by łatwo rezygnować z podjętych planów, zwłaszcza wtedy gdy spotyka nas porażka, czy odrzucenie. Niejednokrotnie zdarza się chociażby, że nie widząc efektów modlitwy, zupełnie od niej odstępujemy. Przestajemy wierzyć w cuda, w to, że nasze trudne nieraz życie może ulec zmianie na lepsze. Realne wydaje się nam jedynie to, co niejako „wyrwiemy” światu przez trud i ciężką pracę. Coraz częściej liczymy tylko na siebie.

Dzisiejsze pierwsze czytanie mówi o ludziach, którzy utracili nadzieję na Bożą opiekę i błogosławieństwo. Zdaje się im, że życie z dala od Boga pozbawiło ich Jego łaski. Najwyższy przypomina tymczasem, że On nie odpycha nikogo, kto szczerze Go szuka. Kiedy wydaje się nam, że nasze życie straciło sens i zostaliśmy opuszczeni przez wszystkich, możemy ulec zaskoczeniu. Bóg nie rezygnuje bowiem z walki o nas nawet wtedy, gdy my wywieszamy białą flagę.

Ewangelia jest historią kobiety, nad którą zawisła groźba utraty tego, co miała najcenniejsze – ukochanej córki. Była ona Kananejką. Przedstawiciele tego narodu byli wrogo nastawieni do Izraelitów, których traktowali jako najeźdźców. Pomimo to, w imię walki o to, co dla niej ważne, kobieta decyduje się złamać panujące konwenanse. Prosi o pomoc Jezusa, który był Żydem. Ten wystawia jej wytrwałość na próbę. Ostatecznie nie może jednak pozostać nieczuły na gorącą wiarę kobiety. Dokonuje cudu uzdrowienia. Gdybyśmy tylko potrafili być równie ufni i cierpliwi na modlitwie!

W minionym tygodniu obchodziliśmy kolejną rocznicę „Cudu nad Wisłą”. W 1920 roku los naszej ojczyzny i całej Europy zawisł na włosku. Wydawało się, że nawała bolszewików łatwo przedrze się przez Warszawę i ruszy dalej na Zachód. Tak się jednak nie stało. Mimo kilkudziesięcioletniej tradycji, dziś unika się określania tego wydarzenia mianem cudu. Choć historycy mają prawo do własnych ocen, to sytuacja ta pokazuje pewną prawdę o współczesnym świecie…

Człowiek XXI wieku, to przecież człowiek postępu i rozumu, a nie cudów. Niemal wszystko potrafimy dziś wyjaśnić. Jednak tajemnica cierpienia ciągle pozostaje dla nas zagadką. Wobec trudności, które czasem spadają na nas niczym grom z jasnego nieba, nauka jest zwykle bezradna. Owa bezsilność może być źródłem zniechęcenia. Gdyby kobieta z dzisiejszej Ewangelii wycofała się po pierwszym „Nie!” Jezusa, życie jej i jej córki nigdy nie uległoby zmianie. Miała jednak w sobie silną nadzieję, która nie pozwoliła się jej poddać. Przykład Kananejki uczy nas, by uwierzyć, że i w naszym życiu Bóg może dokonać cudu. Nawet wtedy, gdy wydaje się nam, że zbyt daleko od Niego odeszliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *