Co ona robi?!

Od czwartku myślę nad dzisiejszą ewangelią i wciąż jej nie rozumiem. Co ta kobieta czuła, co chciała osiągnąć, dlaczego zrobiła to tak, a nie inaczej?

Patrzymy chyba zwykle na tę ewangelię przez pryzmat miłosierdzia Bożego, przebaczenia i jakiejś formy pokuty, a przecież kobieta z przekazu Łukasza nie miała tej wiedzy, którą my mamy, którą przyszła z Dobrą Nowiną.

Wyobraźcie sobie tę sytuację. Dom faryzeusza. W nim uroczysty posiłek, na który został zaproszony Jezus. Trzeba podkreślić – został zaproszony, nie przyszedł od tak sobie. Do tego domu, fortecy żydowskiej uczciwości, wchodzi także kobieta, o której złym prowadzeniu wie całe miasto. Wchodzi bez zaproszenia. Łamie schemat, łamie przyjęte powszechnie zasady. Przypomnijmy – jest publiczną grzesznicą, według większości egzegetów – cudzołożnicą, a za to w żydowskim prawie kamienowano. Mimo to wchodzi do domu żydowskiego sędziego, wręcz podkłada mu się. Ryzykuje.

Ale to początek „wariactwa”. Wszedłszy do domu, w którym czeka na nią śmierć, nic nie mówi tylko pada do nóg Jezusa. Zaczyna płakać. Łzami myje Mu nogi. Mokre – wyciera swoimi włosami. Później wylewa na nie olejek, który służył do namaszczania głowy. I na koniec najlepsze. Cudzołożnica zaczyna całować stopy Mistrza z Nazaretu. Nie dziwi fakt, że faryzeusz pomyślał sobie: gdyby On był prorokiem, wiedziałby, kto go dotyka i jaka jest ta kobieta… Też bym pewnie sobie o Jezusie pomyślał kilka rzeczy. Osądziłbym Go.

Przyjrzawszy się dobrze całej historii, nie rozumiem jaki był powód takiego zachowania kobiety. Jej zachowanie jest nielogiczne, nieroztropne i w ogóle „nie-„. I tutaj olśnienie. Kiedy człowiek się tak zachowuje? Kiedy jest do gruntu nielogiczny, kiedy robi coś na co na co dzień z pewnością by się nie zdecydował? Kiedy ryzykuje wszystko, łącznie z własnym życiem? Kiedy nic nie jest mu straszne? Jest tylko jedna taka sytuacja. Miłość.

Odpuszczone są liczne grzechu, bo bardzo pokochała. Miłość wyrywa ją śmierci z rąk sprawiedliwego faryzeusza, bo miłość silniejsza jest niż śmierć.

Ciężko stwierdzić jaki charakter miała ta miłość. Wiadomo, że Jezus odpuściwszy jej grzechy, powiedział żeby sobie poszła. Czy to znaczy, że nie odwzajemnił miłości? Po ludzku może tak. Ale przecież On jest tym, który ma wzywać do nawrócenia i obwoływać rok łaski od Pana. Takie jest Jego powołanie. Zadanie wypełnił… i ruszył dalej…

Czasem trudno nam tak po prostu odejść. Coś zostawić. Stracić.

8 odpowiedzi do “Co ona robi?!”

  1. Ja myślę tak,- Jezus Był Bogiem od początku. On mógł wszystko i to On spowodował, ze ta kobieta tam poszła i tak postąpiła jak postąpiła. To Bóg obdarza nas wszelkimi łaskami. Duch święty wieje kędy chce i kiedy chce. Ona poszła za Jego głosem bez zastanawiania się i bez rozważania, czy wypada i jak się to skończy. Bóg wlał w jej serce żal, wielką miłość i odwagę, bo takie miało być świadectwo Boże. Jezus wiedział też, że sama nie grzeszyła, to dlaczego miała sama ponosić karę?

  2. Kobieta czyni te wszystkie „wariactwa”, ponieważ Kocha – zgadzam się w zupełności.. Miłość do Jezusa pociągnęła ją do czynów tak odważnych, że niebezpiecznych.. Ale dlaczego pokochała Jezusa?

    Myślę, że ona już długo długo obserwowała i przysłuchiwała się Mistrzowi z Nazaretu, kto wie, może nawet była przy wskrzeszeniu młodzieńca z Nain.. Jakie jest Twoje zdanie księże Piotrze 😉

  3. Ale w Ewangelii wiele nielogiczności. Weźmy chociażby przypowieść o miłosiernym ojcu (błędnie tłumaczonym jako przypowieść o marnotrawnym synu…). Bo staruszek biegnie na spotkanie tego, który był rytualnie nieczysty (bo pracował ze świniami). Bo ten się go wyparł, właściwie to życzył śmierci, wziął majątek i wyjechał. A ojciec biegnie mu i rzuca się w ramiona. Logiczne? Nie bardzo.

    W sumie Samarytanin też zbytnio nielogiczny. Mógł go zostawić, przecież bardzo się z Żydami nienawidzili. Ale jednak wrażliwość i miłość jest silniejsza od ludzkich uprzedzeń.

    Już o krzyżu nie wspomnę. To chyba najbardziej nielogiczne… Wystarczyłoby pyknięcie palcem i już dokonałoby się zbawienie. Przecież mamy do czynienia z Bogiem.

    To dowodzi, by Pana Boga nie wpychać w swoje schematy, ale pozwolić Mu działać tak, jak On chce.

    1. To prawda – to o czym mówi nam Ewangelia często jest nielogiczne. Może inaczej – przekracza logikę „tego świata” i stąd jawi się jako niezrozumiałe.

      Ciekawe, że nielogiczność wynika zwykle z jakiejś formy miłości (przywiązania, erotycznej, przyjacielskiej, agape etc.). To chciałbym jakoś podkreślić. W Starym Testamencie zachowania nielogiczne zwykle opierają się na wierze, która przekracza ludzkie plany (Abraham, Mojżesz, Dawid etc.). W Nowym Testamencie wiara została wzbogacona miłością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *