Chodź na ryby…

Zaskakująca jest dzisiejsza Ewangelia. Święty Piotr i sześciu innych uczniów Jezusa. Jezioro Galilejskie. Łódź a w niej sieci. Innymi słowy wszystko po staremu. Jezus zmartwychwstał, ale jakoś trzeba żyć dalej. Piotr mówi: Idę łowić ryby. Jest w końcu rybakiem, co miałby innego robić? Jego spokój wręcz powala. Można by rzec, że jest wręcz komiczny. Wokół dzieje się coś tak ważnego, a on po prostu idzie na ryby.

Dzisiaj piątek – wstrzemięźliwość od mięsa i inne tego typu sprawy. Ciekawe ile osób zapomniało o tym, że przecież wciąż trwamy w paschalnej radości, że coś naprawdę się w naszym życiu zmieniło i… mięso jeść można? Ale ostatecznie nie chodzi o to, czy dzisiaj zjesz na obiad rybkę czy schabowego! W naszym życiu tak czasem jest, że na coś długo czekamy, gdy przychodzi – cieszymy się i zachwycamy, ale już następnego dnia… zakładamy nasze uniformy, wpadamy w wyrobione przez lata koleiny i jedziemy przez życie dalej. Tak, jakby nic się nie stało.

Wieczór. Nad Tyberiadą zwykle wieczorami wieje ciepły wiatr. Muska siwe włosy Piotra i jego towarzyszy, którzy patrzą gdzieś poza horyzont. Szum wody nie burzy potoku myśli, które wirują w ich głowach. Co się stało? Co teraz będzie? Czy to, co widziałem, w ogóle jest możliwe? Wątpliwości. Największy wróg wiary, który karze podkulić ogon i wracać. Jeżeli ktoś z Was wyruszał kiedyś w długą podróż, to kojarzy ten moment po przebyciu kilkudziesięciu kilometrów, kiedy pojawia się pytanie – a może zawrócić? A może to wszystko sen, moja mrzonka, która nigdy nie powinna ujrzeć dziennego światła? Może tego właśnie w tym momencie potrzebowałem i dlatego sam sobie to wymyśliłem? Zły bardzo chce, żebyśmy się cofali. Żebyśmy bali się wędrówki za Jezusem. Żebyśmy zamiast drogi prostej, wybierali krętą… Dlatego tej nocy nic nie złowili.

To straszne uczucie. Cofnąć się i uświadomić sobie, że trzeba było jednak iść dalej. Taki wyrzut sumienia. Znowu Mu nie zaufałem, znowu zrobiłem po swojemu… Święty Piotr już raz tłumaczył Jezusowi, że zdecydowanie lepiej zna się na łowieniu ryb niż On. Pomylił się wtedy. Może dlatego dzisiaj, gdy usłyszał słowa podobne do tych, które już kiedyś Jezus do niego wypowiedział, bez wahania i słowa oporu zarzucił sieć na drugą stronę łodzi. I tym razem sieć była pełna…

Gdy Piotr usłyszał, że na brzegu czeka Jezus, rzucił się w morze. Już nie prosił, aby mógł przyjść do swego Mistrza, chodząc po wodzie. Czasami chcielibyśmy, aby nasza wiara, czy nasze życie, było czymś wielkim. By działy się w nim wielkie rzeczy, cuda. Piotr uświadomił sobie, jak bardzo niezwykłe może być zjedzenie śniadania, z Kimś kogo się kocha. Chodź na ryby, może spotkamy Pana.

2 odpowiedzi do “Chodź na ryby…”

  1. Niesamowite jest spotkac Pana w normalnosci, codziennosci, utartych planach dnia. Ale o ilez bardziej niesamowita jest normalnosc, codziennosc, realizacja planow, po tym, jak sie spotkalo i rozpoznalo Pana!

    Chodź na ryby…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *